Musiałem przesiedzieć tak około godziny żeby Uciekinier łaskawie się do mnie pofatygował. Wpadł jak duża do domku i trzasnął drzwiami.
- Uspokój się trochę - mruknąłem
- Uspokój?! Ja?! - zawołał po czym powiedział ciszej mimo wszystko nadal wściekły - nie pamiętasz już umowy? Ona dalej obowiązuje
Odwróciłem wzrok i wbiłem go w ziemię.
- Wiem... - powiedziałem dość cicho
- A więc, radzę się do niej dostosować - warknął i przeczesał palcami włosy - Bo inaczej czyszczę Cię na biało i wyrzucam jak starą zabawkę. No to teraz lepiej spadaj. Od dzisiaj masz 4 godziny pracy i masz się meldować u mnie. Wszystko mi jedno czy się to nie podoba tobie, twojemu przełożonemu czy komukolwiek innemu. On może Cię wysłać na 4 godziny do wyboru, a ty masz się zameldować bo inaczej pożałujesz - warknął
Kiwnąłem głową.
- Zawsze melduje się regularnie - powiedziałem dość cicho
- I mam nadzieję, że teraz też tak będzie. No i jeszcze jedno, w czasie wolnym masz zawsze przebywać z kimś. Najlepiej z Lee, Sean'em albo Sam. Wszystko mi jedno z kim - mruknął i wyszedł trzaskając drzwiami
Skrzywiłem się lekko, wolno podniosłem i też ruszyłem do wyjścia. Przed drzwiami nikogo nie było, więc Clancy widocznie zdążył ich zwolnić. Ruszyłem wolno do siebie, wszedłem do domku bez słowa i walnąłem się na łóżku. Lee i Nico, którzy grali w karty nie zareagowali nawet. Przeleżałem tak 10 minut, już miałem wrażenie, że zasnę jednak Lee musiał się odezwać.
- I co? Ciężki dzień? - zapytał
- Tak - mruknąłem
- No, a ja o wszystkim już słyszałem, nieźle się wplątałeś - mruknął
Wzruszyłem ramionami i odwróciłem się tyłem do niego. Po chwili dzięki temu, że nikt mi nie przeszkadzał zasnąłem.
< Tobias/Sam?>
piątek, 5 września 2014
czwartek, 4 września 2014
Od Sary d.c. Noctis'a
Zaczęliśmy wracać, a mnie ciągle nurtowało jedno "Jakim cudem ten Łowca pomyśli, że to sen. Coś mi tu nie pasuję." Szliśmy w ciszy, słychać było tylko cykanie świerszczy i pohukiwanie sów.
-Wracam na stanowisko.-Powiedział Noctis, podchodząc do drzewa.
- Mogę iść z Tobą? I tak nie zasnę.-Powiedziała.
Noctis Brak weny
-Wracam na stanowisko.-Powiedział Noctis, podchodząc do drzewa.
- Mogę iść z Tobą? I tak nie zasnę.-Powiedziała.
Noctis Brak weny
Od Sary d.c. Tobias'a
- Co za idiota.-Pomyślałam i wstałam. Wcześniej wymieniony zaczął oglądać ranę.
- Nie jest aż tak źle.-Powiedziałam, a ja położyłam palec na usta. Chłopak zamilkł, rozejrzałam się wokół.
- O co Ci znowu chodzi?-Zapytał po chwili.
- Za dużo gadasz.-Powiedziałam, dalej wodząc wzrokiem po lesie.- Mogą tu być jeszcze agenci SSP.
- Jesteś przewrażliwiona. Chodź już trzeba to opatrzyć.-Powiedział, a ja przystałam na to choć nie zgadzałam się z tym, że jestem przewrażliwiona. Szliśmy w ciszy, a ja miałam wrażenie, że ktoś na nas patrzy.
- Tobias, ktoś tu naprawdę jest.-Powiedziałam, po cichym trzasku gałązki za nami.
Tobias
- Nie jest aż tak źle.-Powiedziałam, a ja położyłam palec na usta. Chłopak zamilkł, rozejrzałam się wokół.
- O co Ci znowu chodzi?-Zapytał po chwili.
- Za dużo gadasz.-Powiedziałam, dalej wodząc wzrokiem po lesie.- Mogą tu być jeszcze agenci SSP.
- Jesteś przewrażliwiona. Chodź już trzeba to opatrzyć.-Powiedział, a ja przystałam na to choć nie zgadzałam się z tym, że jestem przewrażliwiona. Szliśmy w ciszy, a ja miałam wrażenie, że ktoś na nas patrzy.
- Tobias, ktoś tu naprawdę jest.-Powiedziałam, po cichym trzasku gałązki za nami.
Tobias
Od Tobias'a d.c. Noctis'a
Bardzo zadowolony ze znalezienia mojej zguby ruszyłem do domku. Szczerze powiedziawszy przeczuwałem, że prędzej czy później nie spodoba mu się to, jak go traktuję. Okej, przyznaję, to było coś w rodzaju małej prowokacji. Po prostu według mnie nie powinien w ogóle należeć do patrolu północnego, więc trzeba jakoś wykombinować zmianę zajęcia dla niego. To wydawało mi się świetnym pomysłem. Niestety po drodze wpadłem na Sam.
- Gdzie jest Noctis? - zaczęła.
- A skąd mam wiedzieć?
- Jesteś jego przywódcą...
- No i? Teraz akurat ma wolne.. - powiedziałem i ruszyłem dalej.
- Nie udawaj, że nie wiesz. - ruszyła za mną. - Od kilku dni chodził na kilka zmian w ciągu doby.
- No dlatego teraz ma zasłużone wolne. - przewróciłem oczami.
- Mhm.. Na pewno. Ostatnio tak go katowałeś, że musiałeś mieć chociaż powód, żeby przestać. - powiedziała.
- Katowałem? - udawane zdziwienie.
- Nawet nie udawaj, że nie wiesz. Dowiedziałam się od pewnej osoby, że ostatnio ciągle tylko na patrolach, ani minuty w domku. - była nieźle wkurzona.
- Nic o tym nie wiem. - kłamałem.
- Gdzie on jest?
- Powiedziałem już, nic na ten temat mi nie wiadomo. Zawsze był dziwny, może zwiał? - powiedziałem.
Po tych słowach odwróciłem się i z uśmiechem poszedłem do domku.
<Noctis, Sam?>
- Gdzie jest Noctis? - zaczęła.
- A skąd mam wiedzieć?
- Jesteś jego przywódcą...
- No i? Teraz akurat ma wolne.. - powiedziałem i ruszyłem dalej.
- Nie udawaj, że nie wiesz. - ruszyła za mną. - Od kilku dni chodził na kilka zmian w ciągu doby.
- No dlatego teraz ma zasłużone wolne. - przewróciłem oczami.
- Mhm.. Na pewno. Ostatnio tak go katowałeś, że musiałeś mieć chociaż powód, żeby przestać. - powiedziała.
- Katowałem? - udawane zdziwienie.
- Nawet nie udawaj, że nie wiesz. Dowiedziałam się od pewnej osoby, że ostatnio ciągle tylko na patrolach, ani minuty w domku. - była nieźle wkurzona.
- Nic o tym nie wiem. - kłamałem.
- Gdzie on jest?
- Powiedziałem już, nic na ten temat mi nie wiadomo. Zawsze był dziwny, może zwiał? - powiedziałem.
Po tych słowach odwróciłem się i z uśmiechem poszedłem do domku.
<Noctis, Sam?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Tobias Eathon
środa, 3 września 2014
Od Noctis'a d.c. Tobias'a
- Jasne - odpowiedziałem chłodno - ale skoro mam przyjść na nockę nie zwracaj mi głowy co pięć minut
Nie miałem zamiaru czekać aż mi odpowie więc po prostu wszedłem do domku. Następne dwa dni spędziłem prawie całkiem bezsennie. Nie myślałem zbytnio trzeźwo, jednak nie miałem kiedy zmrużyć oka. Na zmianę biegałem po 5 kółek dookoła obozu i siedziałem 4 godziny na drzewie. Nie informując nikogo wymknąłem się. Poszedłem przez część Zachodnią obozu gdyż znałem rozmieszczenie ludzi Julie na pamięć. Przemknąłem się przez puste miejsce i ruszyłem przed siebie. Gdy byłem już w środku lasu wdrapałem się na pierwsze lepsze drzewo i prawie od razu zasnąłem. Zdążyłem jedynie przywiązać się liną do gałęzi by nie spaść.
Obudził mnie odgłos łamanych gałęzi. Nie byłem pewny ile spałem, ale mogłem założyć, że było to długo gdyż wyglądało na ranek, a ja wychodziłem wczesnym popołudniem. Odwiązałem leniwie linę i przetarłem dłoń ręką co od razu mnie otrzeźwiło. Cała noc na dworze mroziła je silnie. Rozejrzałem jednak nikogo nie było w pobliżu. Dalej byłem zmęczony i chłód poranka nic nie zmienił. Może jedynie mi się wydawało? Wyciągnąłem z torby jakąś kanapkę, też długo nie jadłem. Pochłonąłem od razu całą, a potem jeszcze jedną, po czym zapiłem sokiem. Dobrze mieć znajomości w magazynie. Przymknąłem oczy i nawet nie zauważyłem kiedy znów zasnąłem.
Obudziło mnie znów to samo tym razem dużo wyraźniejsze. Na szczęście nie spadłem z drzewa, mimo, że nie byłem przywiązany. Był wieczór, słońce już prawie całkiem zaszło i robiło się późno. Rozejrzałem się i zobaczyłem dwie osoby w zielono-czarnych strojach. Tropiciele... Zaraz zeskoczyłem z drzewa i puściłem się biegiem w przeciwnym kierunku. I to było najgorsze co mogłem zrobić. W krótkim czasie ukazała mi się kolejna dwójka, więc skręciłem ostro w lewo. Jak mogłem się spodziewać Pognali za mną, jak wcześniejsi. Nie pozwoliłem ani na chwilę, obejrzałem się wyłącznie raz. Nagle przeze mną wyrósł jakby znikąd Mark. Już chciałem znów odbić, ale nie miałem w którym kierunku. Zgrzytnąłem zębami.
- Nie ładnie tak uciekać - powiedział Mark grożąc mi teatralnie palcem
- Odwalcie się ode mnie - warknąłem i cofnąłem się krok.
Dwóch postawniejszych tropicieli złapało mnie za ręce. Próbowałem się wyrwać ale gdy po chwili zauważyłem, że nie daje to żadnych skutków przestałem.
- Nie - powiedział chłodno - Tobias, znaleźliśmy twoją zgubę! - zawołał
Zza niego wyłonił się wyżej wspomniany dowódca. Znów spróbowałem wyrwania się.
- Nie ładnie chyba tak sobie robić wolne bez uprzedzenia? - zauważył
Skrzywiłem się.
- Miałem zamiar zwiać z tego wariatkowa zanim jeszcze dam radę - odpowiedziałem wściekły
Popatrzyli na mnie widocznie zaintrygowani tym co mówię.
- Właśnie, Clancy kazał nam Cię złapać. Dziwne nie? Nawet nie musieliśmy prosić o pozwolenie. Po prostu wspomnieliśmy, że zwiałeś, a on zaraz się wściekł - uśmiechnął się drwiąco Mark
- A, i kazał Ci przypomnieć, że masz o czymś nie pisnąć nawet słówka bo źle się to skończy. To jak wtajemniczysz nas? - odezwał się Tobias
Nie powiedziałem ani słowa jedynie odwróciłem wzrok. Nie mogłem, nie miałem zamiaru mieć usmażonego mózgu. Są ciekawsze sposoby na śmierć.
- Oj..., no to pogadamy inaczej - mruknął Mark
Uśmiech zszedł mu z twarzy podszedł wolno, a trzymający mnie chłopak z lewej wyciągnął moją rękę i podwinął rękaw. Szarpnąłem mocno domyślając się co zamierza.
- Poproszę grzecznie jeszcze raz, powiesz? - na jego palcu pojawił się mały płomyk.
Odwróciłem wzrok.
- Jak chcesz - warknął i płomyk przeniósł się na moje przedramię poważnie je parząc.
Syknąłem z bólu, zaciskając oczy. Ból był tak piekący, że prawie zaczęły lecieć mi łzy, ale nie miałem zamiaru tego po sobie pokazać.
- Mów - mruknął
Płomień zaczął się rozszerzać i sunąć w górę. Myślałem gorączkowo.
- Dobrze - jęknąłem, ogień zniknął, zostało paskudne oparzenie, po którym na pewno zostanie blizna - Gray znów planowałam jechać na jedną ze swoich znanych wypraw, znaczy planuje. Nie wie komu zostawić obóz do nadzoru - kłamałem jak z nut
- Zabrać go, wracamy - mruknął Mark
Dostałem czym mocno w głowę i straciłem przytomność...
Obudziłem się po dłuższym - jak dla mnie - czasie. Rozejrzałem się, byłem w domku. Bez okien. Stało tu jedynie jedno łóżko, a nad sufitem wisiała goła żarówka.
- Świetnie, jeszcze trafiłem dodatkowo tutaj bo Ci idioci wmówili mu, że zwiałem - mruknąłem do siebie
Jedni mówili na to Izolatka, inni sala przesłuchać, jeszcze inni po prostu więzienie. Jednak mało osób miało wątpliwą przyjemność gościć w tym miejscu. Zazwyczaj trzymali tu paru agentów Ligi, SSP czy też łowców nagród, których nie zdążyłem przesłuchać, lub, którzy czekali aż któryś z pomarańczowych znajdzie dla nich czas by wymazać im pamięć. Siadłem na łóżku i oparłem się o ścianę. Ciekawe ile jeszcze tu posiedzę, zanim i dla mnie Uciekinier znajdzie czas...
< Tobias?>
Nie miałem zamiaru czekać aż mi odpowie więc po prostu wszedłem do domku. Następne dwa dni spędziłem prawie całkiem bezsennie. Nie myślałem zbytnio trzeźwo, jednak nie miałem kiedy zmrużyć oka. Na zmianę biegałem po 5 kółek dookoła obozu i siedziałem 4 godziny na drzewie. Nie informując nikogo wymknąłem się. Poszedłem przez część Zachodnią obozu gdyż znałem rozmieszczenie ludzi Julie na pamięć. Przemknąłem się przez puste miejsce i ruszyłem przed siebie. Gdy byłem już w środku lasu wdrapałem się na pierwsze lepsze drzewo i prawie od razu zasnąłem. Zdążyłem jedynie przywiązać się liną do gałęzi by nie spaść.
Obudził mnie odgłos łamanych gałęzi. Nie byłem pewny ile spałem, ale mogłem założyć, że było to długo gdyż wyglądało na ranek, a ja wychodziłem wczesnym popołudniem. Odwiązałem leniwie linę i przetarłem dłoń ręką co od razu mnie otrzeźwiło. Cała noc na dworze mroziła je silnie. Rozejrzałem jednak nikogo nie było w pobliżu. Dalej byłem zmęczony i chłód poranka nic nie zmienił. Może jedynie mi się wydawało? Wyciągnąłem z torby jakąś kanapkę, też długo nie jadłem. Pochłonąłem od razu całą, a potem jeszcze jedną, po czym zapiłem sokiem. Dobrze mieć znajomości w magazynie. Przymknąłem oczy i nawet nie zauważyłem kiedy znów zasnąłem.
Obudziło mnie znów to samo tym razem dużo wyraźniejsze. Na szczęście nie spadłem z drzewa, mimo, że nie byłem przywiązany. Był wieczór, słońce już prawie całkiem zaszło i robiło się późno. Rozejrzałem się i zobaczyłem dwie osoby w zielono-czarnych strojach. Tropiciele... Zaraz zeskoczyłem z drzewa i puściłem się biegiem w przeciwnym kierunku. I to było najgorsze co mogłem zrobić. W krótkim czasie ukazała mi się kolejna dwójka, więc skręciłem ostro w lewo. Jak mogłem się spodziewać Pognali za mną, jak wcześniejsi. Nie pozwoliłem ani na chwilę, obejrzałem się wyłącznie raz. Nagle przeze mną wyrósł jakby znikąd Mark. Już chciałem znów odbić, ale nie miałem w którym kierunku. Zgrzytnąłem zębami.
- Nie ładnie tak uciekać - powiedział Mark grożąc mi teatralnie palcem
- Odwalcie się ode mnie - warknąłem i cofnąłem się krok.
Dwóch postawniejszych tropicieli złapało mnie za ręce. Próbowałem się wyrwać ale gdy po chwili zauważyłem, że nie daje to żadnych skutków przestałem.
- Nie - powiedział chłodno - Tobias, znaleźliśmy twoją zgubę! - zawołał
Zza niego wyłonił się wyżej wspomniany dowódca. Znów spróbowałem wyrwania się.
- Nie ładnie chyba tak sobie robić wolne bez uprzedzenia? - zauważył
Skrzywiłem się.
- Miałem zamiar zwiać z tego wariatkowa zanim jeszcze dam radę - odpowiedziałem wściekły
Popatrzyli na mnie widocznie zaintrygowani tym co mówię.
- Właśnie, Clancy kazał nam Cię złapać. Dziwne nie? Nawet nie musieliśmy prosić o pozwolenie. Po prostu wspomnieliśmy, że zwiałeś, a on zaraz się wściekł - uśmiechnął się drwiąco Mark
- A, i kazał Ci przypomnieć, że masz o czymś nie pisnąć nawet słówka bo źle się to skończy. To jak wtajemniczysz nas? - odezwał się Tobias
Nie powiedziałem ani słowa jedynie odwróciłem wzrok. Nie mogłem, nie miałem zamiaru mieć usmażonego mózgu. Są ciekawsze sposoby na śmierć.
- Oj..., no to pogadamy inaczej - mruknął Mark
Uśmiech zszedł mu z twarzy podszedł wolno, a trzymający mnie chłopak z lewej wyciągnął moją rękę i podwinął rękaw. Szarpnąłem mocno domyślając się co zamierza.
- Poproszę grzecznie jeszcze raz, powiesz? - na jego palcu pojawił się mały płomyk.
Odwróciłem wzrok.
- Jak chcesz - warknął i płomyk przeniósł się na moje przedramię poważnie je parząc.
Syknąłem z bólu, zaciskając oczy. Ból był tak piekący, że prawie zaczęły lecieć mi łzy, ale nie miałem zamiaru tego po sobie pokazać.
- Mów - mruknął
Płomień zaczął się rozszerzać i sunąć w górę. Myślałem gorączkowo.
- Dobrze - jęknąłem, ogień zniknął, zostało paskudne oparzenie, po którym na pewno zostanie blizna - Gray znów planowałam jechać na jedną ze swoich znanych wypraw, znaczy planuje. Nie wie komu zostawić obóz do nadzoru - kłamałem jak z nut
- Zabrać go, wracamy - mruknął Mark
Dostałem czym mocno w głowę i straciłem przytomność...
Obudziłem się po dłuższym - jak dla mnie - czasie. Rozejrzałem się, byłem w domku. Bez okien. Stało tu jedynie jedno łóżko, a nad sufitem wisiała goła żarówka.
- Świetnie, jeszcze trafiłem dodatkowo tutaj bo Ci idioci wmówili mu, że zwiałem - mruknąłem do siebie
Jedni mówili na to Izolatka, inni sala przesłuchać, jeszcze inni po prostu więzienie. Jednak mało osób miało wątpliwą przyjemność gościć w tym miejscu. Zazwyczaj trzymali tu paru agentów Ligi, SSP czy też łowców nagród, których nie zdążyłem przesłuchać, lub, którzy czekali aż któryś z pomarańczowych znajdzie dla nich czas by wymazać im pamięć. Siadłem na łóżku i oparłem się o ścianę. Ciekawe ile jeszcze tu posiedzę, zanim i dla mnie Uciekinier znajdzie czas...
< Tobias?>
Od Tobias'a d.c. Sary
Wszystko działo się bardzo szybko. Nie zdążyłem zareagować a dwóch SSP już leżało na ziemi martwych.
- Dlaczego ich postrzeliłaś? - zapytałem.
Nie wiem, czy do się zgadzało z procedurami, ale na pewno nie było to dobre wyjście z sytuacji.
- A co miałam zrobić? - wydarła się.
- Ja bym załatwił jednego, nie trzeba było strzelać! - też podniosłem głos.
- Jakoś się do tego nie rwałeś - warknęła.
Dopiero teraz zobaczyłem krew na przedramieniu.
- I jeszcze dałaś się postrzelić? - zapytałem z niedowierzaniem.
- Dałaś się? Czy ty jesteś normalny? Przede wszystkim, albo ja, albo oni, a poza tym, mogłeś coś zrobić i obeszło by się bez mojej rany! - krzyknęła.
- Nie wrzeszcz już tak. Idziemy do lekarza. - powiedziałem
Wstała. Obejrzałem jeszcze raz ranę.
- Nie jest aż tak źle. - stwierdziłem.
<Sara? Przepraszam, że tak późno +nie przejmuj się charakterem Tobias'a, on już tak ma>
- Dlaczego ich postrzeliłaś? - zapytałem.
Nie wiem, czy do się zgadzało z procedurami, ale na pewno nie było to dobre wyjście z sytuacji.
- A co miałam zrobić? - wydarła się.
- Ja bym załatwił jednego, nie trzeba było strzelać! - też podniosłem głos.
- Jakoś się do tego nie rwałeś - warknęła.
Dopiero teraz zobaczyłem krew na przedramieniu.
- I jeszcze dałaś się postrzelić? - zapytałem z niedowierzaniem.
- Dałaś się? Czy ty jesteś normalny? Przede wszystkim, albo ja, albo oni, a poza tym, mogłeś coś zrobić i obeszło by się bez mojej rany! - krzyknęła.
- Nie wrzeszcz już tak. Idziemy do lekarza. - powiedziałem
Wstała. Obejrzałem jeszcze raz ranę.
- Nie jest aż tak źle. - stwierdziłem.
<Sara? Przepraszam, że tak późno +nie przejmuj się charakterem Tobias'a, on już tak ma>
Etykiety:
Opowiadania,
Tobias Eathon,
Tobias&Sara
Od Tobiasa d.c. Noctis'a
Przebiegłem jeszcze ze dwa okrążenia razem z Sam, teraz już w ciszy. Mam nadzieję, że nie dowie się tego, jakim cudem zostałem przywódcą. Noctis chyba rozumie, co się stanie jeśli się wygada. Po skończonym biegu powiedziałem Sam, że może już iść, a ja skierowałem się do innych osób, aby również mogli się już rozejść. W końcu podszedłem do drzewa Noctis'a.
- Chyba już możesz schodzić... - skrzywiłem się lekko.
Od razu zeskoczył z drzewa i się wyprostował.
- Tyle, że dzisiaj jeszcze na zmianę nocną, widzimy się tu za dwie godziny. - uśmiechnąłem się.
Kiwnął jedynie głową i wolno poszedł do siebie. A przynajmniej tak mi się wydawało, że do siebie, nie wiem. Nie szedłem za nim. Musiałem iść po resztę osób. Gdy kierowałem się już (wreszcie!) do domku spotkałem Sam.
- Hej. Czemu dałeś Noctis'owi jeszcze dzisiaj zmianę na noc? Wiesz jaki jest ostatnio zmęczony... - zaczęła
- Tak, wiem, ale nie miałem kogo dać na noc. Wybacz. - odpowiedziałem.
Uśmiechnęła się lekko jedynie.
- Pójdę z nim jeszcze pogadać, dobra? - też się uśmiechnąłem.
- Dobra. - powiedziała, pożegnała się i poszła.
Ja z kolei skierowałem się do Noctis'a. Jego domek nie był daleko licząc od mojego położenia, w którym aktualnie byłem. Nie zajęła mi więc podróż do niego wiele czasu. Zapukałem do drzwi.
- Proszę. - powiedział ktoś, bodajże Liam.
- Mam sprawę do Noctis'a... - powiedziałem wchodząc.
Zauważyłem, że brat Sam akurat spał.
- Hej! Żywy trupie! Szef do Ciebie! - powiedział Liam i rzucił w niego poduszką.
- Przymknij się tępy idioto bo zaraz Cię wrzucę do jeziora. - warknął nawet nie otwierając oczu.
Liam jedynie wzruszył ramionami. Westchnąłem, podszedłem do Noctis'a i zrzuciłem go z łóżka.
- Mam sprawę do ciebie. - powiedziałem, jak usiadł.
- Daj mi 5 minut, zaraz przyjdę. - powiedział mrucząc pod nosem jeszcze parę przekleństw.
- Czekam przed domkiem. - odparłem i wyszedłem.
Przyszedł idealnie po 5 minutach.
- Za bardzo dajesz po sobie oznaki zmęczenia. Dzisiaj Sam żaliła mi się, że dostałeś nockę. Tak nie może być. - wyjaśniłem twardo i oschle.
- Mhm.. - mruknął.
- Słyszysz co do ciebie mówię? - podniosłem głos.
Kiwnął jedynie głową i przetarł oczy.
- Czyli masz coś z tym zrobić. Zrozumiano? - zapytałem.
<Noctis, Sam?>
- Chyba już możesz schodzić... - skrzywiłem się lekko.
Od razu zeskoczył z drzewa i się wyprostował.
- Tyle, że dzisiaj jeszcze na zmianę nocną, widzimy się tu za dwie godziny. - uśmiechnąłem się.
Kiwnął jedynie głową i wolno poszedł do siebie. A przynajmniej tak mi się wydawało, że do siebie, nie wiem. Nie szedłem za nim. Musiałem iść po resztę osób. Gdy kierowałem się już (wreszcie!) do domku spotkałem Sam.
- Hej. Czemu dałeś Noctis'owi jeszcze dzisiaj zmianę na noc? Wiesz jaki jest ostatnio zmęczony... - zaczęła
- Tak, wiem, ale nie miałem kogo dać na noc. Wybacz. - odpowiedziałem.
Uśmiechnęła się lekko jedynie.
- Pójdę z nim jeszcze pogadać, dobra? - też się uśmiechnąłem.
- Dobra. - powiedziała, pożegnała się i poszła.
Ja z kolei skierowałem się do Noctis'a. Jego domek nie był daleko licząc od mojego położenia, w którym aktualnie byłem. Nie zajęła mi więc podróż do niego wiele czasu. Zapukałem do drzwi.
- Proszę. - powiedział ktoś, bodajże Liam.
- Mam sprawę do Noctis'a... - powiedziałem wchodząc.
Zauważyłem, że brat Sam akurat spał.
- Hej! Żywy trupie! Szef do Ciebie! - powiedział Liam i rzucił w niego poduszką.
- Przymknij się tępy idioto bo zaraz Cię wrzucę do jeziora. - warknął nawet nie otwierając oczu.
Liam jedynie wzruszył ramionami. Westchnąłem, podszedłem do Noctis'a i zrzuciłem go z łóżka.
- Mam sprawę do ciebie. - powiedziałem, jak usiadł.
- Daj mi 5 minut, zaraz przyjdę. - powiedział mrucząc pod nosem jeszcze parę przekleństw.
- Czekam przed domkiem. - odparłem i wyszedłem.
Przyszedł idealnie po 5 minutach.
- Za bardzo dajesz po sobie oznaki zmęczenia. Dzisiaj Sam żaliła mi się, że dostałeś nockę. Tak nie może być. - wyjaśniłem twardo i oschle.
- Mhm.. - mruknął.
- Słyszysz co do ciebie mówię? - podniosłem głos.
Kiwnął jedynie głową i przetarł oczy.
- Czyli masz coś z tym zrobić. Zrozumiano? - zapytałem.
<Noctis, Sam?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Tobias Eathon
Od Noctis'a d.c. Sara
Kiwnąłem głową. Po chwili głowa mężczyzny wychyliła się zza pnia. Złapałem pierwszy lepszy kij i walnąłem go z całej siły w tył głowy, gdzieś na poziomie potylicy. Mężczyzna się zachwiał, po czym runął na ziemię.
- Co to miało być?! - krzyknęła szeptem Sara
- Cicho, żyje - mruknąłem podchodząc bliżej
Z głowy spadł mu czarny, kowbojski kapelusz odkrywając łysą głowę. Był ubrany w skórzaną kurtkę i jakieś stare spodnie moro. Na nogach nosił zwykłe adidasy, a przy pasie miał dwa noże.
- Może ich być przecież więcej, SSP zawsze chodzą w kilku - mówiła dalej Sara
- To nie SSP, to Łowca Nagród - powiedziałem przewracając go na plecy.
Sara zaraz umilkła.
- I niby co chcesz z nim zrobić? - zapytała po dłuższej chwili milczenia gdy zdążyłem mu zwinąć noże i rewolwer, którym do niej strzelał
- Zależy - powiedziałem
- Od? - nie dawała za wygraną, gdyż oczekiwała jednoznacznej odpowiedzi
- Od tego kiedy się obudzi - wyjaśniłem
- Dasz radę go przenieść telekinezą czy mam go taszczyć pieszo? - zapytałem
Sara próbowała, na początku wyglądało to, że da radę, ale nagle walnęła nim o ziemię.
- Czyli mnie... - mruknąłem
Nie obudził się, mnie to nie zdziwiło, ale Sarę chyba jednak trochę. Złapałem go za ramiona i zacząłem ciągnąć w kierunku drogi. Sara ruszyła w ślad za nami.
- Daleko chcesz go ciągnąć? - zapytała
- Do drogi.., potem zależy gdzie zaparkował - wyjaśniłem
Kiwnęła głową. Zatarganie tego dryblasa do drogi zajęło nam jakieś 20 minut, a to i tak dość szybko z takim obciążeniem. Jedynym plusem był fakt, że gościu nie zaparkował daleko i szybko zobaczyłem jego czerwoną terenówkę. Przeszukałem mu kieszenie i wyciągnąłem kluczę, otworzyłem auto i zapakowałem go za kierownice. Zmieniłem kolor na pomarańczowy, potrzebowałem tego teraz by nas nie tropił. Zmieniłem mu szybko parę wspomnień by myślał, że zatrzymał się na postój. Odwróciłem się do Sary.
- Ty zawsze masz pomarańczowe tęczówki? - zapytała
- Ym... - mruknąłem odwróciłem na chwilę głowę i moje oczy wróciły do naturalnego - niebiesko-zielonego
- Może lepiej chodźmy z powrotem? - zaproponowałem
- Nie będzie nas szukał? - zapytała
- Wątpię, pomyśli, że mu się przyśniło - odpowiedziałem
Kiwnęła głową niepewnie i ruszyliśmy z powrotem
< Sara?>
Od Sary d.c. Noctis'a
Mieli bardzo urozmaicone dzieciństwo-Pomyślałam. Doszliśmy do pola między domkami i skierowaliśmy się na stołówkę. Usiedliśmy na miejscach. Jedliśmy w ciszy. Szybko skończyłam swoją porcję i wyszłam. Wróciłam do domku i położyłam się na łóżku. Chciałam odpocząć, ale w mojej głowie wirowały tysiące myśli, które nie dały mi spokoju. W końcu udało mi się przysnąć. Obudziłam się w nocy. Postanowiłam się przejść. Wyszłam z domku, po cichu, żeby nie obudzić współlokatorek. Skierowałam się w stronę lasu. Szłam nie myśląc nawet w którym kierunku. Poczułam znów te uczucie, że ktoś mnie obserwuję.
- Sean wychodź, wiem, że chcesz się odegrać za to z wierzbą.- Powiedziałam, ale nikt się nie odezwał. Stałam w miejscu i wodziłam wzrokiem po lesie, w którym i tak nic nie widziałam. Usłyszałam strzały i wbijanie się kul w ziemię obok moich stóp. Zaczęłam uciekać, ale nie schodziłam z muszki temu komuś. Ta osoba zeskoczyła z drzewa i pognała za mną. Zauważyłam osobę machającą do mnie. Pobiegłam za nią, aż do starego pnia za którym się ukryliśmy. Zauważyłam, że tym kimś, kto do mnie machał był nie kto inny niż Noctis.
- Co tak późno? - zapytałam
- Nocny patrol, kto Cię gonił?
- Jakiś z SSP.- Powiedziałam i położyłam szybko palec na ustach, bo usłyszałam, że idzie w tą stronę.
Noctis
- Sean wychodź, wiem, że chcesz się odegrać za to z wierzbą.- Powiedziałam, ale nikt się nie odezwał. Stałam w miejscu i wodziłam wzrokiem po lesie, w którym i tak nic nie widziałam. Usłyszałam strzały i wbijanie się kul w ziemię obok moich stóp. Zaczęłam uciekać, ale nie schodziłam z muszki temu komuś. Ta osoba zeskoczyła z drzewa i pognała za mną. Zauważyłam osobę machającą do mnie. Pobiegłam za nią, aż do starego pnia za którym się ukryliśmy. Zauważyłam, że tym kimś, kto do mnie machał był nie kto inny niż Noctis.
- Co tak późno? - zapytałam
- Nocny patrol, kto Cię gonił?
- Jakiś z SSP.- Powiedziałam i położyłam szybko palec na ustach, bo usłyszałam, że idzie w tą stronę.
Noctis
wtorek, 2 września 2014
Od Noctis'a d.c. Sary
- Jeśli dalej się nie zorientowałeś jaki ma kolor to jesteś głupszy niż myślałem - powiedziałem
- Jasne, że się zorientowałem! - zawołał urażony
- Więc nie zachowuj się przy ludziach jak 4-latek - odpowiedziałem chłodno
- To jak się mam niby zachowywać?!
- Poważniej - mruknąłem
Poszedłem kawałek drogą w lewo po czym machnąłem ostatniej osobie, którą miałem zwolnić.
- Dobra, możemy wracać - oświadczyłem
- Wy się tak zawsze zachowujecie? - zapytała nagle Sara, widocznie już znudzona tą rozmową
- Przeważnie, siedzenie pół dzieciństwa w izolatce i co dzień grzebanie w mózgu nie robi ludziom najlepiej na psychikę - odpowiedziałem
- Co? - zapytała zdziwiona
- Nie ważne, idziemy na obiad? - zmieniłem szybko temat
Kiwnęła wolno głową i ruszyliśmy. Ponad połowę drogi pokonaliśmy w ciszy.
- Jak tam było? - zapytałem nagle Sean'a
- Nudno, połowa mojego "zespołu" nie miała poczucia humoru, a i trzeba było wstawać przed 8 na jakieś tam zajęcia - odpowiedział
- Ja wstaję około 6, co dziennie - powiedziałem obojętnie
Wzruszył ramionami.
- O co wam chodzi? - powiedziała nagle Sara jakby już dłuższy czas trzymała to w sobie
Oboje na nią spojrzeliśmy.
- Ale, że co? - zapytałem
Nie stanęliśmy jednak ani na chwilę.
- No na początek o co Ci chodziło z tą izolatką? - zapytała konkretniej
Milczałem dłuższą chwilę kopiąc szyszki.
- O Thurmound, o to, że braliśmy udział w badaniach jako pierwsze dzieciaki tam wysłane. Ja, Sean i Gray - odpowiedziałem
Umilkła od razu.
- No wiesz, tam rutyna dnia wyglądała tak, marne śniadanie, kilkanaście godzin badań, kolacja i spanie, nieco wolnego, w zasie czego siedziało się w izolatce, albo wychodziło w kaftanie bezpieczeństwa na "świeże powietrze". Większość tak zwariowała. Ale jak wiesz Gray jest pomarańczowy i pomógł nam uciec, znaczy, coś za coś, teraz mamy mu... pomagać, do tego po części obowiązuje nas umowa milczenia. Po założeniu East River Sean pojechał szpiegować do Ligi, do Los Angeles i przesyłał nam tutaj dane - wyjaśniłem
- No i niedawno wróciłem. Do obozu trafiliśmy jak mieliśmy może 10 lat - dodał Sean
- Ja 9 - mruknąłem
Przytaknął skinieniem głowy.
- Zwialiśmy pięć lat temu - powiedział
Sara bez słowa kiwnęła głową widocznie przetwarzając to co przed chwilą usłyszała.
- Nieźle się opaliłeś w tej Kalifornii - zażartowałem i oboje z Sean'em wybuchnęliśmy śmiechem
W tej chwili wyszliśmy pole między domkami.
< Sara?>
- Jasne, że się zorientowałem! - zawołał urażony
- Więc nie zachowuj się przy ludziach jak 4-latek - odpowiedziałem chłodno
- To jak się mam niby zachowywać?!
- Poważniej - mruknąłem
Poszedłem kawałek drogą w lewo po czym machnąłem ostatniej osobie, którą miałem zwolnić.
- Dobra, możemy wracać - oświadczyłem
- Wy się tak zawsze zachowujecie? - zapytała nagle Sara, widocznie już znudzona tą rozmową
- Przeważnie, siedzenie pół dzieciństwa w izolatce i co dzień grzebanie w mózgu nie robi ludziom najlepiej na psychikę - odpowiedziałem
- Co? - zapytała zdziwiona
- Nie ważne, idziemy na obiad? - zmieniłem szybko temat
Kiwnęła wolno głową i ruszyliśmy. Ponad połowę drogi pokonaliśmy w ciszy.
- Jak tam było? - zapytałem nagle Sean'a
- Nudno, połowa mojego "zespołu" nie miała poczucia humoru, a i trzeba było wstawać przed 8 na jakieś tam zajęcia - odpowiedział
- Ja wstaję około 6, co dziennie - powiedziałem obojętnie
Wzruszył ramionami.
- O co wam chodzi? - powiedziała nagle Sara jakby już dłuższy czas trzymała to w sobie
Oboje na nią spojrzeliśmy.
- Ale, że co? - zapytałem
Nie stanęliśmy jednak ani na chwilę.
- No na początek o co Ci chodziło z tą izolatką? - zapytała konkretniej
Milczałem dłuższą chwilę kopiąc szyszki.
- O Thurmound, o to, że braliśmy udział w badaniach jako pierwsze dzieciaki tam wysłane. Ja, Sean i Gray - odpowiedziałem
Umilkła od razu.
- No wiesz, tam rutyna dnia wyglądała tak, marne śniadanie, kilkanaście godzin badań, kolacja i spanie, nieco wolnego, w zasie czego siedziało się w izolatce, albo wychodziło w kaftanie bezpieczeństwa na "świeże powietrze". Większość tak zwariowała. Ale jak wiesz Gray jest pomarańczowy i pomógł nam uciec, znaczy, coś za coś, teraz mamy mu... pomagać, do tego po części obowiązuje nas umowa milczenia. Po założeniu East River Sean pojechał szpiegować do Ligi, do Los Angeles i przesyłał nam tutaj dane - wyjaśniłem
- No i niedawno wróciłem. Do obozu trafiliśmy jak mieliśmy może 10 lat - dodał Sean
- Ja 9 - mruknąłem
Przytaknął skinieniem głowy.
- Zwialiśmy pięć lat temu - powiedział
Sara bez słowa kiwnęła głową widocznie przetwarzając to co przed chwilą usłyszała.
- Nieźle się opaliłeś w tej Kalifornii - zażartowałem i oboje z Sean'em wybuchnęliśmy śmiechem
W tej chwili wyszliśmy pole między domkami.
< Sara?>
Od Sary d.c. Noctis'a
Te dwa pajace byli gorsi niż grupa przedszkolaków.
- A ty jak się nazywasz?-Zapytał Sean, kiedy przypomniał sobie, że ja też z nimi idę.
- Sara Santiago.-Powiedziałam. Doszliśmy do rozwidlenia dróg. Sean nas wyprzedził i stanął przed rozwidleniem, które rozpoczynała stara wierzba płacząca.
- Droga Saro, zaszczycisz mnie informacją jakiego jesteś koloru, bo mojego chyba już się domyśliłaś.- Powiedział udając jeszcze większego pajaca.
- Jeśli się nie mylę to twój kolor to czerwień.-Powiedziałam i postanowiłam zrobić mu kawał. Skupiłam się na gałązkach wierzby i delikatnie musnęłam nimi chłopaka z lewej strony szyi. Szybko puściłam gałązkę zanim chłopak się odwrócił. Chłopak rozejrzał się i odwrócił się do nas.
-A więc?-Próbował mnie ponaglić. Skupiłam się ponownie na gałązce i musnęłam chłopaka tym razem z prawej strony. Puściłam gałązkę, a chłopak przyjął postawę bojową i zaczął kręcić się w kółko. Noctis starał się nie roześmiać.
Noctis
- A ty jak się nazywasz?-Zapytał Sean, kiedy przypomniał sobie, że ja też z nimi idę.
- Sara Santiago.-Powiedziałam. Doszliśmy do rozwidlenia dróg. Sean nas wyprzedził i stanął przed rozwidleniem, które rozpoczynała stara wierzba płacząca.
- Droga Saro, zaszczycisz mnie informacją jakiego jesteś koloru, bo mojego chyba już się domyśliłaś.- Powiedział udając jeszcze większego pajaca.
- Jeśli się nie mylę to twój kolor to czerwień.-Powiedziałam i postanowiłam zrobić mu kawał. Skupiłam się na gałązkach wierzby i delikatnie musnęłam nimi chłopaka z lewej strony szyi. Szybko puściłam gałązkę zanim chłopak się odwrócił. Chłopak rozejrzał się i odwrócił się do nas.
-A więc?-Próbował mnie ponaglić. Skupiłam się ponownie na gałązce i musnęłam chłopaka tym razem z prawej strony. Puściłam gałązkę, a chłopak przyjął postawę bojową i zaczął kręcić się w kółko. Noctis starał się nie roześmiać.
Noctis
poniedziałek, 1 września 2014
Od Noctis'a d.c. Sary
- Nie, po prostu jestem ciekawy - powiedziałem niezauważalnie zaglądając przez ramię.
Też czułem od dłuższego czasu na sobie czyjś wzrok jednak nie zwracałem na to początkowo uwagi. Byłoby to głupie gdy nie wiesz kto Cię śledzi, a o tym mówisz, wtedy jeśli chce Cię zaatakować zrobi to od razu.
- Sean, możesz wyjść i zachowywać się w miarę normalnie, a nie jak jakieś zwierze? - zapytałem jakby nigdy nic, jakbym pytał powietrza
Sara widocznie się zdziwiła. Zatrzymała się i rozejrzała gwałtownie. Sam też się zatrzymałem i w tym momencie wylądował przede mną wcześniej wspomniany kolega.
- Nie mów, że wyszedłem z wprawy - burknął prostując się
Jego oczy dalej jak dla mnie wyglądały jak pionowe kreski, więc pstryknąłem mu przed oczami. Zamrugał gwałtownie i wróciły do normy.
- Nie, nikt normalny by Cię nie zauważył - odpowiedziałem ruszając dalej
Wywrócił oczami i ruszył za mną. Dalej zdezorientowana Sara nie ruszyła się z miejsca.
- Weź się trochę rozluźnij bo Ci żyłka pęknie - mruknął
Kiedy nie odpowiedziałem podpalił mi rękaw. energicznie poklepałem mały płomień aż zniknął.
- Przestań się zachowywać w końcu jak 5-letnie dziecko - mruknąłem i zerknąłem na Sarę - Idziesz?
Kiwnęła głową i szybko nas dogoniła. Sean nabrał w usta powietrza, że wyglądał jak ryba rozdymka.
- Kto to? - zapytała dziewczyna patrząc na tego pajaca
- Sean Kendrick, ale mówią mi też Killer - odpowiedział zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć
- Taki pajac, ale, że znam go parę lat to udaję, że go lubię - powiedziałem z drwiącym uśmiechem
- A wcale, że nie - odpowiedział i pokazał mi język
Wywróciłem oczami.
< Sara?>
Też czułem od dłuższego czasu na sobie czyjś wzrok jednak nie zwracałem na to początkowo uwagi. Byłoby to głupie gdy nie wiesz kto Cię śledzi, a o tym mówisz, wtedy jeśli chce Cię zaatakować zrobi to od razu.
- Sean, możesz wyjść i zachowywać się w miarę normalnie, a nie jak jakieś zwierze? - zapytałem jakby nigdy nic, jakbym pytał powietrza
Sara widocznie się zdziwiła. Zatrzymała się i rozejrzała gwałtownie. Sam też się zatrzymałem i w tym momencie wylądował przede mną wcześniej wspomniany kolega.
- Nie mów, że wyszedłem z wprawy - burknął prostując się
Jego oczy dalej jak dla mnie wyglądały jak pionowe kreski, więc pstryknąłem mu przed oczami. Zamrugał gwałtownie i wróciły do normy.
- Nie, nikt normalny by Cię nie zauważył - odpowiedziałem ruszając dalej
Wywrócił oczami i ruszył za mną. Dalej zdezorientowana Sara nie ruszyła się z miejsca.
- Weź się trochę rozluźnij bo Ci żyłka pęknie - mruknął
Kiedy nie odpowiedziałem podpalił mi rękaw. energicznie poklepałem mały płomień aż zniknął.
- Przestań się zachowywać w końcu jak 5-letnie dziecko - mruknąłem i zerknąłem na Sarę - Idziesz?
Kiwnęła głową i szybko nas dogoniła. Sean nabrał w usta powietrza, że wyglądał jak ryba rozdymka.
- Kto to? - zapytała dziewczyna patrząc na tego pajaca
- Sean Kendrick, ale mówią mi też Killer - odpowiedział zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć
- Taki pajac, ale, że znam go parę lat to udaję, że go lubię - powiedziałem z drwiącym uśmiechem
- A wcale, że nie - odpowiedział i pokazał mi język
Wywróciłem oczami.
< Sara?>
Od Sary d.c. Noctis'a
- Jakoś nie mam ochoty.- Stwierdziłam i zatrzymałam się.
- Co jest?-Zapytał chłopak, kiedy zauważył, że stanęłam.
- Ktoś lub coś tu jest. - Powiedziałam wodząc wzrokiem po lesie.
- Skąd to wiesz?
- Mam bardzo wyczulony słuch.
Nie zobaczyłam niczego, więc zaczęłam iść dalej.
- Może jestem przewrażliwiona - Powiedziałam, a chłopak nic nie odpowiedział. Miałam wrażenie, że ktoś ciągle za nami idzie. Starałam się wyglądać na jak najbardziej rozluźnioną.
- A co chcesz się mnie pozbyć? - Powiedziałam wracając do wcześniej rozpoczętego tematu.
Noctis
- Co jest?-Zapytał chłopak, kiedy zauważył, że stanęłam.
- Ktoś lub coś tu jest. - Powiedziałam wodząc wzrokiem po lesie.
- Skąd to wiesz?
- Mam bardzo wyczulony słuch.
Nie zobaczyłam niczego, więc zaczęłam iść dalej.
- Może jestem przewrażliwiona - Powiedziałam, a chłopak nic nie odpowiedział. Miałam wrażenie, że ktoś ciągle za nami idzie. Starałam się wyglądać na jak najbardziej rozluźnioną.
- A co chcesz się mnie pozbyć? - Powiedziałam wracając do wcześniej rozpoczętego tematu.
Noctis
sobota, 30 sierpnia 2014
Od Sean'a
Po długiej i dość męczącej drodze w końcu udało mi się dobić do East River. No, z Los Angeles do Wirginii nie było wcale tak blisko. Na szczęście udało mi się tu dotrzeć praktycznie bez namierzenia. Jezioro Prince..., ciekawą wymyślili lokalizacje. Szedłem lasem coraz bliżej swojego celu. Nagle zobaczyłem jakąś dziewczynę pędzącą prosto na mnie. Zatrzymałem się od razu nie mogąc pojąć co ona właściwie wyprawia. Już chciała mnie widocznie zaatakować kiedy uniknąłem tego i złapałem ją za nadgarstek.
- Spokojnie, ja do Młodego Gray'a - powiedziałem jakby nigdy nic
- SSP czy Liga? - warknęła
- Co tak nerwowo? Były z Ligi - odpowiedziałem i ruszyłem dalej
- Ej! Dokąd to!? - zawołała i mnie dogoniła
- Przecież Ci powiedziałem przed chwilą - zauważyłem nie zatrzymując się
- I myślisz, że tak spokojnie Cię puszczę? - zapytała
- Tak, tak myślę - odpowiedziałem
Już miała coś powiedzieć kiedy ktoś jej przerwał.
- Julie daj spokój
Spojrzałem przez ramię i zobaczyłem Noc'a. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Cześć, miło Cię widzieć - rzuciłem
- Tia..., jak tam w Lidze? - zapytał
Wzruszyłem ramionami.
- Z dwa tygodnie zajął mi dojazd, nie powiem Ci żadnych nowinek - odpowiedziałem
- Tylko? Krótko - stwierdził
- Mam dar przekonywania ludzi - powiedziałem
- Zaraz, zaraz, ty go znasz? - Julie zwróciła się do Noc'a widocznie nieco zdezorientowana.
- Ano, znam, to dłuższa historia, ale faktem jest, że Uciekinier go wezwał i teraz raczej powinien się udać do niego - odpowiedział jej - odprowadzisz go?
- Pracuje - zauważyła widocznie nie chcąc tego robić
- Popilnuję za Ciebie, poza tym to nie zajmie długo - powiedział Noc
Dziewczyna westchnęła ciężko.
- A co? Zły dzień? Zazwyczaj jesteś... milsza - zauważył Noc
- Tak, coś w tym guście - bąknęła i zwróciła się do mnie - chodź
Tak więc ruszyliśmy lasem.
- Tak właściwie to jestem Sean, a ty to chyba Julie, tak? - zapytałem
Kiwnęła tylko głową.
- Jaki masz kolor? Znaczy się jeśli mogę wiedzieć... - powiedziałem
< Julie?>
- Spokojnie, ja do Młodego Gray'a - powiedziałem jakby nigdy nic
- SSP czy Liga? - warknęła
- Co tak nerwowo? Były z Ligi - odpowiedziałem i ruszyłem dalej
- Ej! Dokąd to!? - zawołała i mnie dogoniła
- Przecież Ci powiedziałem przed chwilą - zauważyłem nie zatrzymując się
- I myślisz, że tak spokojnie Cię puszczę? - zapytała
- Tak, tak myślę - odpowiedziałem
Już miała coś powiedzieć kiedy ktoś jej przerwał.
- Julie daj spokój
Spojrzałem przez ramię i zobaczyłem Noc'a. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Cześć, miło Cię widzieć - rzuciłem
- Tia..., jak tam w Lidze? - zapytał
Wzruszyłem ramionami.
- Z dwa tygodnie zajął mi dojazd, nie powiem Ci żadnych nowinek - odpowiedziałem
- Tylko? Krótko - stwierdził
- Mam dar przekonywania ludzi - powiedziałem
- Zaraz, zaraz, ty go znasz? - Julie zwróciła się do Noc'a widocznie nieco zdezorientowana.
- Ano, znam, to dłuższa historia, ale faktem jest, że Uciekinier go wezwał i teraz raczej powinien się udać do niego - odpowiedział jej - odprowadzisz go?
- Pracuje - zauważyła widocznie nie chcąc tego robić
- Popilnuję za Ciebie, poza tym to nie zajmie długo - powiedział Noc
Dziewczyna westchnęła ciężko.
- A co? Zły dzień? Zazwyczaj jesteś... milsza - zauważył Noc
- Tak, coś w tym guście - bąknęła i zwróciła się do mnie - chodź
Tak więc ruszyliśmy lasem.
- Tak właściwie to jestem Sean, a ty to chyba Julie, tak? - zapytałem
Kiwnęła tylko głową.
- Jaki masz kolor? Znaczy się jeśli mogę wiedzieć... - powiedziałem
< Julie?>
Od Noctis'a d.c. Tobias'a
Ruszyłem wolno na swoje stanowisko. Tym, że posiedzę sobie parę godzin wcale się nie przejąłem. Bardziej martwił mnie fakt, że Sam została sama z tym psychopatą, a ja w najlepszym razie zobaczę ich przez sekundę lub dwie. W NAJLEPSZYM RAZIE. Moje miejsce i Lee były najdalej ze wszystkich więc gdy tylko zaczęliśmy iść sami odezwał się.
- Jak Cię do tego zmusił? - zapytał
- O czym ty mówisz? - spojrzałem na niego
- Wiem dobrze, że ani Clancy ani ty z własnej woli być nie delegował, więc jak nasz nowy dowódca Cię do tego zmusił? A może to znowu sprawka tego debilnego czerwonego tropiciela? - powtórzył precyzyjnie
Rozejrzałem się czy aby na pewno jesteśmy sami, nigdy nie wiadomo, które z drzew dostanie uszu.
- Pomarańczowy, już próbował raz utopić Sam... - powiedziałem tak cicho, że nawet Lee z trudem usłyszał
- A ty jak zawsze zostałeś przy twierdzeniu, że jesteś tylko zielonym i dałeś mu spokój tak? - odpowiedziałem widocznie lekko zirytowany
Wsadziłem ręce do kieszeni, nie odpowiedziałem, jednak nie musiałem w tym wypadku.
- No i zabronił mi komukolwiek mówić, więc lepiej nie mieszaj się w nie swoje sprawy ok? - powiedziałem zerkając przez ramię
- Jasne - wręcz warknął - A czemu Sean ma na tym cierpieć, że ty nie umiesz obronić własnej siostry?
- Już wiesz? - spojrzałem na niego i uniosłem brew
- Wiesz, po tym jak się Mark nadął jak paw, że mu przywrócili fuchę to praktycznie wszyscy w obozie to zauważyli - odburknął
- A ty dalej swoje... - zauważyłem
- Co? - odpowiedziałem zdziwiony
- Dalej to miejsce nazywasz obozem, jakbyś tu tylko przyjechał na wakacje - odpowiedziałem
- A jak mam to nazywać? Domem? Jak inne dzieciaki? - zapytał
- Nie, dla mnie to jest zwykłe więzienie - mruknąłem
Lee zatrzymał się przy swoim posterunku nic nie mówiąc. Także się już nie odzywałem, nie przystanąłem, ani nawet się na niego nie obejrzałem przez ramię. Po kolejnych kilkuset metrach zatrzymałem się i krytycznie spojrzałem na miejsce gdzie miałem spędzić kolejne kilka godzin. Nie ociągając się jednak wspiąłem się i siadłem - albo raczej wręcz położyłem się - na jednej dość wysokiej gałęzi, skąd widziałem dość dużo. To co innych jednak męczyło - monotonia i chęć snu - u mnie praktycznie nie istniała. Nawet jeśli nic się nie działo nie mogłem obejść się bez snucia ponurych myśli na temat Sam i tego psychopaty.
< To jak? Sam/Psychopato? xD>
- A ty jak zawsze zostałeś przy twierdzeniu, że jesteś tylko zielonym i dałeś mu spokój tak? - odpowiedziałem widocznie lekko zirytowany
Wsadziłem ręce do kieszeni, nie odpowiedziałem, jednak nie musiałem w tym wypadku.
- No i zabronił mi komukolwiek mówić, więc lepiej nie mieszaj się w nie swoje sprawy ok? - powiedziałem zerkając przez ramię
- Jasne - wręcz warknął - A czemu Sean ma na tym cierpieć, że ty nie umiesz obronić własnej siostry?
- Już wiesz? - spojrzałem na niego i uniosłem brew
- Wiesz, po tym jak się Mark nadął jak paw, że mu przywrócili fuchę to praktycznie wszyscy w obozie to zauważyli - odburknął
- A ty dalej swoje... - zauważyłem
- Co? - odpowiedziałem zdziwiony
- Dalej to miejsce nazywasz obozem, jakbyś tu tylko przyjechał na wakacje - odpowiedziałem
- A jak mam to nazywać? Domem? Jak inne dzieciaki? - zapytał
- Nie, dla mnie to jest zwykłe więzienie - mruknąłem
Lee zatrzymał się przy swoim posterunku nic nie mówiąc. Także się już nie odzywałem, nie przystanąłem, ani nawet się na niego nie obejrzałem przez ramię. Po kolejnych kilkuset metrach zatrzymałem się i krytycznie spojrzałem na miejsce gdzie miałem spędzić kolejne kilka godzin. Nie ociągając się jednak wspiąłem się i siadłem - albo raczej wręcz położyłem się - na jednej dość wysokiej gałęzi, skąd widziałem dość dużo. To co innych jednak męczyło - monotonia i chęć snu - u mnie praktycznie nie istniała. Nawet jeśli nic się nie działo nie mogłem obejść się bez snucia ponurych myśli na temat Sam i tego psychopaty.
< To jak? Sam/Psychopato? xD>
Od Noctis'a d.c. Sary
- Nie, nie trzeba, po prostu muszę sobie marudzić, najwyżej wezmę sobie wolne jeszcze raz gdy będzie mniej roboty - mruknąłem po czym dodałem - Ale dzięki
Ruszyłem wolno dalej, jednak dziewczyna widocznie nie miała nic lepszego do roboty niż łażenie za mną. Machnąłem Max'owi, że też może się już zbierać, a ten wyłącznie odmachał, ześlizgnął się z drzewa i zniknął.
- Wiesz..., szczyt to by był gdyby jeszcze mi kazali robić na nockę - powiedziałem by nie iść w ciszy następne 500 metrów.
- To są też nocne patrole? - zapytała
Kiwnąłem głową.
- Naturalnie, w końcu w nocy też może nas ktoś zaatakować, wedrzeć się tu czy też przybłąkać się jakiś dzieciak - zauważyłem
- mhm... - mruknęła dając do zrozumienia, że słucha
- Kiedyś były jedynie patrole nocne, jednak kiedy raz przypadkowo wpadło tu dwóch SSP Uciekinier to zmienił - wyjaśniłem
- Długo już... tu jesteś? - zapytała
- W East River? Odkąd powstało - odpowiedziałem
- Pewnie znasz tu wszystkich... - stwierdziła
- Nie..., no co ty, ale jakąś połowę na pewno. Wszystkich z patroli, część tropicieli, wszystkich lekarzy..., często ich odwiedzam. Ale z resztą mam średni kontakt - zauważyłem
Pomachałem Amy, że też może zejść i zadowolona zrobiła to samo co Matt.
- Zawsze tak sam chodzisz? - zapytała
- Tak, pierwszy raz idę z Tobą - odpowiedziałem
Pokiwała głową.
- W każdym bądź razie, ty nie zamierzasz iść do siebie jak reszta? - spojrzałem na nią kątem oka
< Sara?>
Ruszyłem wolno dalej, jednak dziewczyna widocznie nie miała nic lepszego do roboty niż łażenie za mną. Machnąłem Max'owi, że też może się już zbierać, a ten wyłącznie odmachał, ześlizgnął się z drzewa i zniknął.
- Wiesz..., szczyt to by był gdyby jeszcze mi kazali robić na nockę - powiedziałem by nie iść w ciszy następne 500 metrów.
- To są też nocne patrole? - zapytała
Kiwnąłem głową.
- Naturalnie, w końcu w nocy też może nas ktoś zaatakować, wedrzeć się tu czy też przybłąkać się jakiś dzieciak - zauważyłem
- mhm... - mruknęła dając do zrozumienia, że słucha
- Kiedyś były jedynie patrole nocne, jednak kiedy raz przypadkowo wpadło tu dwóch SSP Uciekinier to zmienił - wyjaśniłem
- Długo już... tu jesteś? - zapytała
- W East River? Odkąd powstało - odpowiedziałem
- Pewnie znasz tu wszystkich... - stwierdziła
- Nie..., no co ty, ale jakąś połowę na pewno. Wszystkich z patroli, część tropicieli, wszystkich lekarzy..., często ich odwiedzam. Ale z resztą mam średni kontakt - zauważyłem
Pomachałem Amy, że też może zejść i zadowolona zrobiła to samo co Matt.
- Zawsze tak sam chodzisz? - zapytała
- Tak, pierwszy raz idę z Tobą - odpowiedziałem
Pokiwała głową.
- W każdym bądź razie, ty nie zamierzasz iść do siebie jak reszta? - spojrzałem na nią kątem oka
< Sara?>
Od Sary d.c. Noctis'a
Trochę szkoda było mi chłopaka. Jeden wolny dzień na miesiąc, a i tak zawalony pracą.
-Mogę Ci pomóc.-Zaoferowałam się chłopakowi.
-Niby w jaki sposób?-Prychnął ponuro.
- Jeśli chcesz ja mogę zrobić te okrążenia wokół obozu? Obojgu nam wyjdzie na dobre. Ty sobie odpoczniesz, a ja sobie trochę pobiegam, potrzeba mi trochę ruchu. Co ty na to? -Powiedziałam i spojrzałam na chłopaka i myślałam sobie czy się zgodzi.
Noctis
-Mogę Ci pomóc.-Zaoferowałam się chłopakowi.
-Niby w jaki sposób?-Prychnął ponuro.
- Jeśli chcesz ja mogę zrobić te okrążenia wokół obozu? Obojgu nam wyjdzie na dobre. Ty sobie odpoczniesz, a ja sobie trochę pobiegam, potrzeba mi trochę ruchu. Co ty na to? -Powiedziałam i spojrzałam na chłopaka i myślałam sobie czy się zgodzi.
Noctis
Od Sary
Już minęło pięć i pół godzin, odkąd tu siedzę.-Pomyślałam patrząc na zegarek. Zaczęłam schodzić, kiedy byłam już na ziemi podeszłam do najbliższej dróżki. Zauważyłam w oddali jak w moją stronę idzie mój nowy przełożony- Tobias. Nie był zadowolony, kiedy mnie zobaczył. Miałam to gdzieś przykucnęłam i zaczęłam wiązać sznurowadło. Wreszcie doszedł do mnie i zaczął się drzeć.
- Co ty sobie myślisz?!
-Lepiej, żebyś nie wiedział.-Powiedziałam nie dając wyprowadzić się z równowagi, a on zrobił się taki czerwony, aż myślałam, że zaraz zacznie mu lecieć piana.
- Kto pozwolił Ci zejść ze stanowiska?
Wzruszyłam ramionami i odpowiedziałam opanowana.
-Minęło pięć godzin, odkąd weszłam na drzewo, nie mam zamiaru czekać dodatkowej godziny, bo jakiś łoś spóźnia się.
-Właź z powrotem na drzewo.
- Nie będę siedzieć na drzewie, bo jeszcze czeka nas walka z agentami SSP.
- Co ty gadasz?!
-Nie patrz w tamtą stronę. Po drugiej stronie drogi w krzakach siedzą dwaj agenci. Na trzy biegniemy do tamtego drzewa.-Powiedziałam i kiwnęłam w stronę starego dębu. Chłopak kiwnął głową, że zrozumiał.
- Raz.....dwa.... trzy.- Rzuciliśmy się biegiem w stronę drzewa, a za nami poleciała seria pocisków. Wreszcie dobiegliśmy do drzewa i skryliśmy się za nim.
- Atakuj ich stąd.
- A ty?
- Wchodzę na drzewo jak kazałeś.-Powiedziałam wchodząc szybko na drzewo. Wspinałam się wyżej, aż do momentu kiedy gałęzie drzew z obu stron drogi się łączyły. Zwinnie przeszłam na drugie drzewo, którę było po stronie agentów. Zeszłam najniżej jak mogłam. Rzuciłam w jednego kamieniem. Oberwał w głowę i stracił przytomność. Skoczyłam na drugiego. Upuścił broń i zaczęliśmy się szamotać na ziemi. Kiedy byłam w dobrej odległość chwyciłam broń i strzeliłam. Agent osunął się na ziemie. Nagle usłyszałam strzał i straszny ból w przedramieniu. Nie sądziłam, że tamten tak szybko się otrząśnie.Ułożyłam się na ziemi udając nie żywą, kiedy ten drugi podszedł na tyle blisko strzeliłam i ponownie trafiłam. Szybko przeturlałam się parę metrów, bo inaczej ciało zastrzelonego żołnierza by mnie przygniotło. Leżałam na ziemi ciężko oddychając. Próbowałam opanować emocję. Lewą ręką dotknęłam rany na prawym przedramieniu. Rana bardzo mocno krwawiła.
Tobias
- Co ty sobie myślisz?!
-Lepiej, żebyś nie wiedział.-Powiedziałam nie dając wyprowadzić się z równowagi, a on zrobił się taki czerwony, aż myślałam, że zaraz zacznie mu lecieć piana.
- Kto pozwolił Ci zejść ze stanowiska?
Wzruszyłam ramionami i odpowiedziałam opanowana.
-Minęło pięć godzin, odkąd weszłam na drzewo, nie mam zamiaru czekać dodatkowej godziny, bo jakiś łoś spóźnia się.
-Właź z powrotem na drzewo.
- Nie będę siedzieć na drzewie, bo jeszcze czeka nas walka z agentami SSP.
- Co ty gadasz?!
-Nie patrz w tamtą stronę. Po drugiej stronie drogi w krzakach siedzą dwaj agenci. Na trzy biegniemy do tamtego drzewa.-Powiedziałam i kiwnęłam w stronę starego dębu. Chłopak kiwnął głową, że zrozumiał.
- Raz.....dwa.... trzy.- Rzuciliśmy się biegiem w stronę drzewa, a za nami poleciała seria pocisków. Wreszcie dobiegliśmy do drzewa i skryliśmy się za nim.
- Atakuj ich stąd.
- A ty?
- Wchodzę na drzewo jak kazałeś.-Powiedziałam wchodząc szybko na drzewo. Wspinałam się wyżej, aż do momentu kiedy gałęzie drzew z obu stron drogi się łączyły. Zwinnie przeszłam na drugie drzewo, którę było po stronie agentów. Zeszłam najniżej jak mogłam. Rzuciłam w jednego kamieniem. Oberwał w głowę i stracił przytomność. Skoczyłam na drugiego. Upuścił broń i zaczęliśmy się szamotać na ziemi. Kiedy byłam w dobrej odległość chwyciłam broń i strzeliłam. Agent osunął się na ziemie. Nagle usłyszałam strzał i straszny ból w przedramieniu. Nie sądziłam, że tamten tak szybko się otrząśnie.Ułożyłam się na ziemi udając nie żywą, kiedy ten drugi podszedł na tyle blisko strzeliłam i ponownie trafiłam. Szybko przeturlałam się parę metrów, bo inaczej ciało zastrzelonego żołnierza by mnie przygniotło. Leżałam na ziemi ciężko oddychając. Próbowałam opanować emocję. Lewą ręką dotknęłam rany na prawym przedramieniu. Rana bardzo mocno krwawiła.
Tobias
piątek, 29 sierpnia 2014
Od Suzie d.c Michael'a
Szybkim i wręcz złowieszczo, doskonałym humorem zmierzałam ku domku. Miałam już do czynienia z chłopakami, było ich dość dużo, więc wiem jak nimi manipulować. To prawda, nigdy nie płakałam specjalnie za chłopakami... Tylko za jednym, bardzo, bardzo, BARDZO, aż szkoda opowiadać. Od tamtej pory już nie zakochuje się. Przynajmniej staram się nie zakochać. Moje współlokatorki były już w domku. Sam słuchała muzyki, Julie już spała, Chisaki czytała książkę. Od razu jak gdy weszłam położyłam się na łóżko, ustawiłam sobie budzik, założyłam słuchawki na uszy i odpłynęłam... W magiczne miejsce zwane snem. Nagle coś mnie wyrwało z tego miejsca. Obudziłam się gwałtownie, wstałam ubrałam się i wyszłam z pokoju. Stałam przed chatką, obejrzałam się z wszystkich stron, oczywiście go nie było! Mogłam się tego spodziewać. Nagle usłyszałam jak ktoś powiedział dosyć głośno "Bu!", krzyknęłam i odskoczyłam nerwowo, odwróciłam się i zobaczyłam Michael'a wybuchnął wręcz śmiechem.
- Kurwa! To nie było śmieszne! - powiedziałam.
- Właśnie, że było. - powiedział i kontynuował dławienie się własną śliną.
- Miałam do czynienia z takimi osobami jak ty, uwierz, że nie skończyli dobrze - uśmiechnęłam się, a potem przekręciłam oczami, bo dalej się śmiał jak głupi.
- Tak, tak.
- Chodźmy już, bo zaraz ktoś się obudzi...
Ruszyłam w stronę jeziora. Michael zorientował się, że poszłam, więc mnie szybko dogonił.
<Michael?>
- Kurwa! To nie było śmieszne! - powiedziałam.
- Właśnie, że było. - powiedział i kontynuował dławienie się własną śliną.
- Miałam do czynienia z takimi osobami jak ty, uwierz, że nie skończyli dobrze - uśmiechnęłam się, a potem przekręciłam oczami, bo dalej się śmiał jak głupi.
- Tak, tak.
- Chodźmy już, bo zaraz ktoś się obudzi...
Ruszyłam w stronę jeziora. Michael zorientował się, że poszłam, więc mnie szybko dogonił.
<Michael?>
Etykiety:
Michael&Susan,
Opowiadania,
Susan Wolf
Od Michael'a d.c. Suzie
Pokręciłem jedynie głową. Niezłe ziółko z niej było. Dokończyłem jedzenie i ruszyłem do swojego domku. Szczerze powiem, że moi współlokatorzy (którzy akurat w komplecie byli w domku) nigdy nie byli zbytnio rozmowni. Ewentualnie Sean, ale dzisiaj był chyba nieco przybity. Tobias i Mark zwykle nie byli obecni, a nawet jeśli to we dwoje. Nie rozstawali się praktycznie, chyba, że chodziło o obowiązki codzienne. Chyba nawet była między nimi (Sean'em oraz Tobias'em i Mark'iem) jakaś spina, bo patrzyli na siebie choćby mieli się pozabijać.
- Hej chłopaki... co taka dziwna atmosfera między wami? - zapytałem.
Nic nie odpowiedzieli, za to obdarzyli mnie takimi spojrzeniami, że doszedłem do wniosku, że lepiej wyjść i powłóczyć się, niż zostać tu z nimi. Chodziłem sobie po lesie, poszedłem na kolację. Czas mijał dosyć szybko. Postanowiłem jednak wrócić do domku i choć trochę się przespać. Na całe szczęście, moich współlokatorów nie było, więc miałem spokój od dziwnych i strasznych spojrzeń. Położyłem się i usnąłem od razu. Obudziłem się tak akurat, o 1:00. Wyszedłem cicho, żeby nikogo nie budzić i poszedłem przed domek Suzie. Stanąłem za drzewem, żeby nikt przypadkiem mnie nie zobaczył. Wyszła z domku punktualnie o 1:30. Rozglądnęła się, chyba mnie nie widziała. Pomruczała coś pod nosem, pewnie, że znowu się spóźniam. Ja tymczasem podkradłem się do niej.
- Bu! - zawołałem stojąc za nią.
Krzyknęła i momentalnie się odwróciła, a ja zacząłem się śmiać.
<Suzie?>
- Hej chłopaki... co taka dziwna atmosfera między wami? - zapytałem.
Nic nie odpowiedzieli, za to obdarzyli mnie takimi spojrzeniami, że doszedłem do wniosku, że lepiej wyjść i powłóczyć się, niż zostać tu z nimi. Chodziłem sobie po lesie, poszedłem na kolację. Czas mijał dosyć szybko. Postanowiłem jednak wrócić do domku i choć trochę się przespać. Na całe szczęście, moich współlokatorów nie było, więc miałem spokój od dziwnych i strasznych spojrzeń. Położyłem się i usnąłem od razu. Obudziłem się tak akurat, o 1:00. Wyszedłem cicho, żeby nikogo nie budzić i poszedłem przed domek Suzie. Stanąłem za drzewem, żeby nikt przypadkiem mnie nie zobaczył. Wyszła z domku punktualnie o 1:30. Rozglądnęła się, chyba mnie nie widziała. Pomruczała coś pod nosem, pewnie, że znowu się spóźniam. Ja tymczasem podkradłem się do niej.
- Bu! - zawołałem stojąc za nią.
Krzyknęła i momentalnie się odwróciła, a ja zacząłem się śmiać.
<Suzie?>
Etykiety:
Michael Shadow,
Michael&Susan,
Opowiadania
czwartek, 28 sierpnia 2014
Od Tobias'a d.c. Noctis'a
Widziałem, że Liam, Noctis i Sam rozmawiali zanim nie zobaczyli, zapewne o tym dlaczego Noctis nie jest już przywódcą. Jednak skończyli widząc, że przyszedłem. Zaskakująco łatwo poszło przekonanie Noctis'a do tego.
- Jak może jeszcze nie wiecie, to ja od dzisiaj będę sprawować rolę przywódcy patrolu północnego. Clancy Gray po prostu uznał, że ja będę nadawać się lepiej. - zacząłem.
W tym momencie popatrzyłem na Noctis'a, byłem cholernie ciekawy jego wyrazu twarzy. Tak jak myślałem, jego oczy wręcz kipiały nienawiścią. Uśmiechnięty kontynuowałem.
- Mam nadzieję, że mile będzie nam się pracowało i nie będę musiał na nikogo wnosić skarg. Teraz, żeby ten dzień minął nam bezproblemowo rozdzielę wszystkim zadania. Noctis, ty dzisiaj posiedzisz i poobserwujesz teren z drzewa. Reszta zna już swoje pozycje, nic się nie zmienia, jedynie ty Noctis, częściej będziesz zajmować tę właśnie pozycję. Ja i Sam dzisiaj się przebiegniemy. Okey, można się rozejść na swoje pozycje. - zakończyłem.
Gdybym powiedział, że Noctis mierzy mnie podejrzliwie wzrokiem to nic bym nie powiedział. Mam wrażenie, że chciał mnie zlustrować, dowiedzieć się wszystkiego co planuję. No, nie dziwię się, po ostatniej akcji, szczególnie, że biegnę z jego siostrą. Uśmiechnąłem się do niego, odwróciłem się i razem z Sam się oddaliliśmy w szybkim tempie.
- Nie wiesz dlaczego Noctis odszedł? - zapytała Sam.
- Nie odszedł. - powiedziałem.
- Jak to.. - odpowiedziała nieco zdezorientowana.
- No normalnie. Clancy mnie wczoraj wezwał i powiedział mi, że będę się lepiej sprawował na tym stanowisku niż Noctis.
- Ale przecież on był tak długo przywódcą. Uciekinier tak nagle zmienił zdanie? - nie dawało jej to spokoju.
- No cóż... Widocznie Noc ostatnio nie sprawował się zbyt dobrze. - zakończyłem i niewidocznie się uśmiechnąłem.
<Noctis, Sam?>
- Jak może jeszcze nie wiecie, to ja od dzisiaj będę sprawować rolę przywódcy patrolu północnego. Clancy Gray po prostu uznał, że ja będę nadawać się lepiej. - zacząłem.
W tym momencie popatrzyłem na Noctis'a, byłem cholernie ciekawy jego wyrazu twarzy. Tak jak myślałem, jego oczy wręcz kipiały nienawiścią. Uśmiechnięty kontynuowałem.
- Mam nadzieję, że mile będzie nam się pracowało i nie będę musiał na nikogo wnosić skarg. Teraz, żeby ten dzień minął nam bezproblemowo rozdzielę wszystkim zadania. Noctis, ty dzisiaj posiedzisz i poobserwujesz teren z drzewa. Reszta zna już swoje pozycje, nic się nie zmienia, jedynie ty Noctis, częściej będziesz zajmować tę właśnie pozycję. Ja i Sam dzisiaj się przebiegniemy. Okey, można się rozejść na swoje pozycje. - zakończyłem.
Gdybym powiedział, że Noctis mierzy mnie podejrzliwie wzrokiem to nic bym nie powiedział. Mam wrażenie, że chciał mnie zlustrować, dowiedzieć się wszystkiego co planuję. No, nie dziwię się, po ostatniej akcji, szczególnie, że biegnę z jego siostrą. Uśmiechnąłem się do niego, odwróciłem się i razem z Sam się oddaliliśmy w szybkim tempie.
- Nie wiesz dlaczego Noctis odszedł? - zapytała Sam.
- Nie odszedł. - powiedziałem.
- Jak to.. - odpowiedziała nieco zdezorientowana.
- No normalnie. Clancy mnie wczoraj wezwał i powiedział mi, że będę się lepiej sprawował na tym stanowisku niż Noctis.
- Ale przecież on był tak długo przywódcą. Uciekinier tak nagle zmienił zdanie? - nie dawało jej to spokoju.
- No cóż... Widocznie Noc ostatnio nie sprawował się zbyt dobrze. - zakończyłem i niewidocznie się uśmiechnąłem.
<Noctis, Sam?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Tobias Eathon
Od Noctis'a d.c. Tobias'a
Gdy tylko straciłem go z oczu zaraz podbiegłem do Sam, widać było, że jest zdezorientowana, nie musiałem nawet o to pytać.
- Wszystko ok? - zapytałem wolno wyprowadzając ją za rękę z wody
Kiwnęła nieco niepewnie głową.
- Co się stało? - rozejrzała się nieco nieprzytomnie
- Chyba lunatykujesz - odpowiedziałem z rozbawieniem
Tak, świetnie potrafię ukrywać swoje uczucia. To całkiem przydatne.
- Hahaha, bardzo śmieszne! - odpowiedziała
- Możemy wracać czy masz coś przeciwko? - zapytałem
- Możemy wracać - powiedziała
Tak więc ruszyliśmy z powrotem, nie mogąc się skoncentrować co chwilę potykałem się o jakiś korzeń i przeklinałem pod nosem.
- Od kiedy z Ciebie taka ciamajda? - odezwała się nagle Sam
Podniosłem na nią pytający wzrok.
- No.., znaczy zawsze z Ciebie była - poprawiła się by zamienić to w żart - ale nigdy nie potykałeś się w lesie o byle korzeń. No, a na pewno nie tak często.
Wzruszyłem ramionami.
- Jestem jeszcze zmęczony i tyle, zaraz pójdę się przestać - odpowiedziałem
Kiwnęła głową, ale nie umiała ukryć zdziwienia, w końcu ostatnio cały czas próbowała mnie do tego namówić, a teraz sam jej to oznajmiam.
- Coś nie tak? - zapytałem patrząc na nią
- Nie - odpowiedziała
Weszliśmy między domki i rozstaliśmy się bez słowa. Odprowadziłem jeszcze Sam do domku po czym cicho wszedłem do swojego. Mimo, że Lee i Nath mieli wieczorne dyżury nie miałem zamiaru budzić Nico. Położyłem się i długo kręciłem na łóżku nie mogąc spać. Ostatecznie wstałem więc i wyszedłem. Zobaczyłem, że w biurze Clancy'ego dalej się pali. No cóż..., pewnie robił coś na laptopie. Ruszyłem w tamtym kierunku. Na dole - w magazynie - dawno nie było żywej duszy więc spokojnie przemknąłem się do schodów. Wszedłem cicho na górę i zapukałem do drzwi. Otworzył mi widocznie nieco zmęczony Gray ale na pewno nie wstał dopiero.
- Czemu o tej godzinie? - zapytał chłodno
- Mam sprawę - odpowiedziałem
- Jeśli znowu chodzi o wyjazd to znasz moją opinie - odpowiedział wchodząc do pokoju i machając, że mam iść za nim.
Wszedłem i zamknąłem drzwi, gdy znów na niego spojrzałem siedział za biurkiem, zamknął laptopa.
- Więc? - spojrzał na mnie - Rozumiem, że skoro z przekleństwami na ustach nie ruszyłeś na dół chodzi o coś innego
- Tak. Chce delegować z funkcji - odpowiedziałem
Uniósł brwi zaskoczony.
- Czemu? Powinieneś być zadowolony, że nie musisz grzebać w ziemi jak Zielarze - zauważył
- Chyba jednak to nie jest dla mnie - powiedziałem całkiem spokojnie
- Od początku na niej jesteś i nigdy tak nie twierdziłeś. Za to inni nie raz - odpowiedział
- Cóż..., widocznie zmądrzałem nieco - stwierdziłem i oparłem się plecami o drzwi.
- Dobrze, więc kogo twoim zdaniem powinienem dać na to stanowisko? Ty lepiej znasz ludzi, z którymi pracujesz - powiedział
- Myślę, że Tobias Eathon będzie odpowiedni - odpowiedziałem jednak jego nazwisko z trudem przeszło mi przez gardło.
Milczał wpatrując się we mnie, w tym świetle zdawał się mieć czarne tęczówki. Wytrzymałem to spojrzenie nawet nie drgnąłem.
- Dobrze, skoro tak twierdzisz, coś jeszcze? - zapytał widocznie mając nadzieję, że już pójdę gdyż otworzył laptopa i skierował oczy na monitor
- Tak - odpowiedziałem, a Gray zaraz podniósł na mnie wzrok
- Słucham
- Mógłbyś przywrócić Mark'a Conolly na stanowisko Dowódcy? - zapytałem jakby to było takie nic
- Nie słyszałeś, kto je objął? - odpowiedział pytaniem
- Słyszałem i miałem nadzieję z nim pracować - powiedziałem
- Dobrze, a więc zobaczę co da się zrobić - mruknął
- Mogę dostać odpowiedź jutro? - zapytałem
Tak, wiedziałem, że przeginam i on też to wiedział.
- Nie zapominaj o naszej małej umowie. Przesadzasz - odpowiedział
Odwróciłem wzrok.
- Mimo to niech Ci będzie - powiedział nagle - przeniosę Kendrick'a do waszego oddziału
Podniosłem na niego wzrok.
- A ty zostaniesz zwykłym patrolującym, koniec dyskusji. Możesz iść - ostatnie zdanie miało znaczyć, że mam sobie iść i go zwyczajnie nie denerwować.
Kiwnąłem głową i zaraz wyszedłem z jego biura, ruszyłem na dół.. No cóż przynajmniej dobrze się wyśpię.
Miałem widocznie rację gdyż na łóżku od razu usnąłem.
Gdy wstałem rano koło łóżka leżała złota koperta. Dalej nie rozumiem czemu akurat tak to przesyła. Otworzyłem i zobaczyłem jedynie oficjalne oświadczenie, że zmieniam stanowisko. Wstałem i zacząłem się zbierać, wolałem się nie spóźnić przy nowym dowódcy. Gdy przyszedłem i oparłem się o drzewo wszyscy patrzyli na mnie z wyczekiwaniem jednak ja milczałem. W roli zwykłego patrolu nie musiałem z nimi zamieniać chodź by słowa i byłem tego świadomy. Po chwili podeszli do mnie Lee i Sam.
- Ej, zrobisz nam w końcu tą odprawę czy jeszcze godzinę postoimy i się na siebie popatrzymy? - zapytał Lee
- Zaraz powinien przyjść Eathon, jego zapytaj - odpowiedziałem sucho
- Ale cze.. - zaczął
Pokazałem mu kopertę i aż szerzej otworzył oczy.
- Co?! Nie, to nie może być to! - wrzasnął
Wzruszyłem ramionami. Sam wodziła wzrokiem raz po mnie raz po Lee, raz po kopercie. Szczerze nie wiedziałem dlaczego, czy z powodu, że nie dowierzała czy, że nie wiedziała co oznacza koperta. Lee wyrwał mi ją i gdy dojrzał pogrubione zdanie " Delegowany na rangę patrolującego" od razu lekko zbladł. Przeczyła wszystko dwa razy chodząc w kółko i oddał mi kopertę, którą schowałem zanim wpadła w ręce Sam. Na szczęście nie musiałem się jej tłumaczyć gdyż właśnie przyszedł nasz przełożony.
< Sam/Tobias?>
środa, 27 sierpnia 2014
Od Tobias'a d.c. Noctis'a
Pokręciłem jedynie głową.
- No popatrz. Jeszcze nie zacząłem, a ty już wszystko komplikujesz. - skrzywiłem się.
- Nie komplikuje, wydaję proste polecenie, którego radzę ci posłuchać. - wstał.
- Dobra. Dość. Zaraz przejdę do rzeczy, ale żeby nam się przyjemniej rozmawiało to masz jedno ostrzeżenie. Chyba nie chcesz, żeby twojej siostrze się coś stało, prawda? - uśmiechnąłem się szyderczo.
Sam w tym momencie wstała i zaczęła się kierować do jeziora. Tak, wszystko moja sprawka, siedziałem w jej głowie i wydawałem polecenia. Noctis widząc to wyraźnie zbladł i kiwnął głową.
- Super. - powiedziałem, a Sam kazałem usiąść w miejscu do którego dotarła. - Sprawa jest prosta. Wiem, że doskonale znasz Uciekiniera, więc zrobimy tak. Przekonasz go, aby Mark z powrotem był przywódcą tropicieli, sam zrezygnujesz ze swojego stanowiska, a ja zostanę przewodniczącym patrolu północnego. - kontynuowałem.
- Z młodym Gray'em łączy mnie tylko tyle, że wyciągnął mnie z obozu i teraz mu się odwdzęczam nic więcej. Nie wpływam na jego decyzje. - powiedział nie odrywając ode mnie wzroku.
- Więc to zmienisz. Zrobisz tak jak ci powiedziałem. Jesteś tylko marnym zielonym, więc lepiej mnie słuchaj - zaśmiałem się triumfalnie.
- Ale jakimś cudem nie potrafisz przejąć nade mną kontroli co? Tak samo jak on? - teraz to on się uśmiechnął, nieco dziwnie.
Zmieszany lekko kontynuowałem rozmowę.
- Jeśli bym chciał to bym mógł w każdym momencie. - odgryzłem się.
- Naturalnie, nie wątpię - zakpił - Młody Gray lepiej panuje nad swoimi zdolnościami, ale też tego nie potrafi.
- Chyba się powoli zapominasz. - powiedziałem.
Sam wstała i kierowała się znowu do jeziora. Noctis momentalnie zamilkł. Uśmiechnąłem się do siebie, a Sam usiadła na brzegu jeziora.
- Możemy kontynuować rozmowę? - zapytałem
Jedynie kiwnął głową i spoważniał. Dziwnie mierzył mnie wzorkiem, chyba właśnie udało mi się być znienawidzonym przez niego.
- Mam jeszcze raz powtórzyć co masz zrobić czy sobie poradzisz z przetworzeniem informacji? - zapytałem kpiąco.
- Wszystko jasno zrozumiałem. - odpowiedział nieco spokojniej.
- Bardzo się cieszę z tego powodu. Wiesz też co się stanie, jeśli obietnica zostanie złamana? - zapytałem, a Sam weszła do jeziora po pas.
- Sam tego nie przeżyje. - zauważył.
- Dokładnie tak. - Sam się zatrzymała.
- Do kiedy mam czas? - zapytał.
- Dwa dni. Jeśli Sam, lub którykolwiek z twoich przyjaciół dowie się o tej rozmowie no to cóż. Stanie się tak, jak wcześniej sam zauważyłeś. - powiedziałem.
Kiwnął głową.
- Jeszcze jakieś uwagi?
- Nie. To by było na tyle. - powiedziałem.
Po tych słowach zniknąłem z powrotem za drzewami oraz uwolniłem Sam.
<Noctis, Sam?>
- No popatrz. Jeszcze nie zacząłem, a ty już wszystko komplikujesz. - skrzywiłem się.
- Nie komplikuje, wydaję proste polecenie, którego radzę ci posłuchać. - wstał.
- Dobra. Dość. Zaraz przejdę do rzeczy, ale żeby nam się przyjemniej rozmawiało to masz jedno ostrzeżenie. Chyba nie chcesz, żeby twojej siostrze się coś stało, prawda? - uśmiechnąłem się szyderczo.
Sam w tym momencie wstała i zaczęła się kierować do jeziora. Tak, wszystko moja sprawka, siedziałem w jej głowie i wydawałem polecenia. Noctis widząc to wyraźnie zbladł i kiwnął głową.
- Super. - powiedziałem, a Sam kazałem usiąść w miejscu do którego dotarła. - Sprawa jest prosta. Wiem, że doskonale znasz Uciekiniera, więc zrobimy tak. Przekonasz go, aby Mark z powrotem był przywódcą tropicieli, sam zrezygnujesz ze swojego stanowiska, a ja zostanę przewodniczącym patrolu północnego. - kontynuowałem.
- Z młodym Gray'em łączy mnie tylko tyle, że wyciągnął mnie z obozu i teraz mu się odwdzęczam nic więcej. Nie wpływam na jego decyzje. - powiedział nie odrywając ode mnie wzroku.
- Więc to zmienisz. Zrobisz tak jak ci powiedziałem. Jesteś tylko marnym zielonym, więc lepiej mnie słuchaj - zaśmiałem się triumfalnie.
- Ale jakimś cudem nie potrafisz przejąć nade mną kontroli co? Tak samo jak on? - teraz to on się uśmiechnął, nieco dziwnie.
Zmieszany lekko kontynuowałem rozmowę.
- Jeśli bym chciał to bym mógł w każdym momencie. - odgryzłem się.
- Naturalnie, nie wątpię - zakpił - Młody Gray lepiej panuje nad swoimi zdolnościami, ale też tego nie potrafi.
- Chyba się powoli zapominasz. - powiedziałem.
Sam wstała i kierowała się znowu do jeziora. Noctis momentalnie zamilkł. Uśmiechnąłem się do siebie, a Sam usiadła na brzegu jeziora.
- Możemy kontynuować rozmowę? - zapytałem
Jedynie kiwnął głową i spoważniał. Dziwnie mierzył mnie wzorkiem, chyba właśnie udało mi się być znienawidzonym przez niego.
- Mam jeszcze raz powtórzyć co masz zrobić czy sobie poradzisz z przetworzeniem informacji? - zapytałem kpiąco.
- Wszystko jasno zrozumiałem. - odpowiedział nieco spokojniej.
- Bardzo się cieszę z tego powodu. Wiesz też co się stanie, jeśli obietnica zostanie złamana? - zapytałem, a Sam weszła do jeziora po pas.
- Sam tego nie przeżyje. - zauważył.
- Dokładnie tak. - Sam się zatrzymała.
- Do kiedy mam czas? - zapytał.
- Dwa dni. Jeśli Sam, lub którykolwiek z twoich przyjaciół dowie się o tej rozmowie no to cóż. Stanie się tak, jak wcześniej sam zauważyłeś. - powiedziałem.
Kiwnął głową.
- Jeszcze jakieś uwagi?
- Nie. To by było na tyle. - powiedziałem.
Po tych słowach zniknąłem z powrotem za drzewami oraz uwolniłem Sam.
<Noctis, Sam?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Tobias Eathon
wtorek, 26 sierpnia 2014
Od Noctis'a d.c. Sam
- Po części dlatego, że Gray mi ufa i liczy się z moim zdanie gdy nimi po prostu gardzi.. No cóż mają mnie za lizusa i są zazdrośni o moje wpływy... - wzruszyłem ramionami
- Lizus? Wpływy? Jeśli próbujesz kłamać to słabo Ci idzie - mruknęła - Ostatnio jak Cię widziałam z Clancy'm to miałeś wzrok jakbyś miał go udusić i wcale się z tym nie kryłeś.
- Tia..., oni widocznie tego nie widzą, a wpływy jako takie mam. Wiem o nim więcej niż Ci się wydaje - powiedziałem ruszając do domku
- Jasne, na pewno - powiedziała sarkastycznie nie odpuszczając sobie
- Tak, chodź to Ci coś pokażę - mruknąłem
Weszliśmy do mnie, a ja wyciągnąłem z pod łóżka kilku letnią gazetę i podałem jej. Na okładce było zdjęcie przedstawiające Clancy'ego mówiącego o czymś. Za nim stałem ja i chłopak o nieco jaśniejszych ode mnie włosach i niebieskich oczach, jednak z tak dużymi źrenicami, iż wydawały się czarne, nieco ode mnie wyższy. Oboje opieraliśmy się o ścianę.
- Kiedy to było? - zapytała
- Pół roku przed założeniem East River - powiedziałem
- To jesteś ty - pokazała, po czym przejechała palcem na Gray'a - To Clancy, a to kto? - wskazała trzeciego chłopaka
- Killer - odpowiedziałem bez chwili namysłu
Podniosła na mnie wzrok zdziwiona
- Znaczy się Sean Kendrick, jest teraz w Lidze Dzieci - powiedziałem zabierając gazetę
- Gdzie byliście? - zapytała
- Gray zachwalał rehabilitacje w ośrodkach bo... - uciąłem na chwilę - bo ojciec mu kazał
Szybko schowałem gazetę.
- Tylko nikomu nie mów, że Ci to pokazałem - powiedziałem
Kiwnęła głową.
- Pa - mruknęła nieco niechętnie, odwróciła się i wyszła
- Cześć... - powiedziałem cicho bardziej dla zasady bo pewnie już tego nie słyszała
Po chwili położyłem się i zaraz usnąłem
Miesiąc Później
Mimo to, że minął jedynie miesiąc wiele się zmieniło. Spróbuję wszystko skrócić. Mark'a delegowali z funkcji Dowódcy na rzecz mojego starego kolegi - Sean'a, którego Clancy niedawno wezwał. Do tej pory nie miałem zaszczytu z nim pogadać bo mamy dość dużo roboty ale cóż... W końcu będę musiał z nim pogadać. O dziwo Mark i jego banda zamiast bardziej się na mnie wyżywać przestała. Tobias o dziwo parę dni po naszej bójce przyszedł i przeprosił. Z biegiem tygodni zaczęli on i moja siostra być parą. Jakoś mi to nie przeszkadzało mimo, że dalej mu nie ufałem. Nie ufam ludziom, którzy kiedyś mieli coś do mnie. Moim zdaniem ludzie mogą się zmienić, ale nie często, nie tak mocno. No nic. W każdym bądź razie było dość ciekawie. Leżałem nad polaną patrząc w gwiazdy nieco zmęczony. Byłem zmęczony, nawet bardzo. Nie spałem od dwóch dni i ledwo orientowałem się czy śpię ale nękały mnie koszmary. Mam podejrzenia kto mi je podsyła ale sen z koszmarem jest gorszy od braku snu.
- Znowu nie śpisz? - usłyszałem głos Sam
Przeniosłem na nią wzrok.
- Nie śpię - odpowiedziałem siadając wolno
- Zdrzemnij się w końcu chociaż. Nie śpisz już długo, Nath mi doniósł - powiedziała
- Mam koszmary - mruknąłem
Pokręciła głową.
- Prześpię się później dobrze? - zapytałem zbyt zmęczony by się kłócić
- Jest 23, jeśli nie pójdziesz spać teraz to nie będziesz spał w ogóle, znam Cię - odpowiedziała
Trudno było się z nią kłócić kiedy miała rację. Westchnąłem cicho i oparłem do tyłu. Poczułem, że siada obok. Nawet nie drgnąłem. Nie musiałem czekać długo by zapaść w sen. Po dwóch godzinach obudził mnie szelest. Tak, szelest krzaków. Mam strasznie lekki sen. Usiadłem od razu, dość gwałtownie.
- Coś się stało? - zapytała Sam
- Tak - odpowiedziałem patrząc intensywnie w tamtym kierunku - Wyłaź - warknąłem
Zza drzewa wyszedł Tobias.
~Czemu mnie to nie dziwi? - pomyślałem dalej nie spuszczając z niego wzroku.
- Tobias... co ty tu... - zaczęła Sam lecz urwała
- Mam do Ciebie sprawę Widmo - mruknął
- Wyjdź z jej głowy - warknąłem - Masz sprawę do mnie, a nie do niej
< Więc Tobias?>
- Lizus? Wpływy? Jeśli próbujesz kłamać to słabo Ci idzie - mruknęła - Ostatnio jak Cię widziałam z Clancy'm to miałeś wzrok jakbyś miał go udusić i wcale się z tym nie kryłeś.
- Tia..., oni widocznie tego nie widzą, a wpływy jako takie mam. Wiem o nim więcej niż Ci się wydaje - powiedziałem ruszając do domku
- Jasne, na pewno - powiedziała sarkastycznie nie odpuszczając sobie
- Tak, chodź to Ci coś pokażę - mruknąłem
Weszliśmy do mnie, a ja wyciągnąłem z pod łóżka kilku letnią gazetę i podałem jej. Na okładce było zdjęcie przedstawiające Clancy'ego mówiącego o czymś. Za nim stałem ja i chłopak o nieco jaśniejszych ode mnie włosach i niebieskich oczach, jednak z tak dużymi źrenicami, iż wydawały się czarne, nieco ode mnie wyższy. Oboje opieraliśmy się o ścianę.
- Kiedy to było? - zapytała
- Pół roku przed założeniem East River - powiedziałem
- To jesteś ty - pokazała, po czym przejechała palcem na Gray'a - To Clancy, a to kto? - wskazała trzeciego chłopaka
- Killer - odpowiedziałem bez chwili namysłu
Podniosła na mnie wzrok zdziwiona
- Znaczy się Sean Kendrick, jest teraz w Lidze Dzieci - powiedziałem zabierając gazetę
- Gdzie byliście? - zapytała
- Gray zachwalał rehabilitacje w ośrodkach bo... - uciąłem na chwilę - bo ojciec mu kazał
Szybko schowałem gazetę.
- Tylko nikomu nie mów, że Ci to pokazałem - powiedziałem
Kiwnęła głową.
- Pa - mruknęła nieco niechętnie, odwróciła się i wyszła
- Cześć... - powiedziałem cicho bardziej dla zasady bo pewnie już tego nie słyszała
Po chwili położyłem się i zaraz usnąłem
Miesiąc Później
Mimo to, że minął jedynie miesiąc wiele się zmieniło. Spróbuję wszystko skrócić. Mark'a delegowali z funkcji Dowódcy na rzecz mojego starego kolegi - Sean'a, którego Clancy niedawno wezwał. Do tej pory nie miałem zaszczytu z nim pogadać bo mamy dość dużo roboty ale cóż... W końcu będę musiał z nim pogadać. O dziwo Mark i jego banda zamiast bardziej się na mnie wyżywać przestała. Tobias o dziwo parę dni po naszej bójce przyszedł i przeprosił. Z biegiem tygodni zaczęli on i moja siostra być parą. Jakoś mi to nie przeszkadzało mimo, że dalej mu nie ufałem. Nie ufam ludziom, którzy kiedyś mieli coś do mnie. Moim zdaniem ludzie mogą się zmienić, ale nie często, nie tak mocno. No nic. W każdym bądź razie było dość ciekawie. Leżałem nad polaną patrząc w gwiazdy nieco zmęczony. Byłem zmęczony, nawet bardzo. Nie spałem od dwóch dni i ledwo orientowałem się czy śpię ale nękały mnie koszmary. Mam podejrzenia kto mi je podsyła ale sen z koszmarem jest gorszy od braku snu.
- Znowu nie śpisz? - usłyszałem głos Sam
Przeniosłem na nią wzrok.
- Nie śpię - odpowiedziałem siadając wolno
- Zdrzemnij się w końcu chociaż. Nie śpisz już długo, Nath mi doniósł - powiedziała
- Mam koszmary - mruknąłem
Pokręciła głową.
- Prześpię się później dobrze? - zapytałem zbyt zmęczony by się kłócić
- Jest 23, jeśli nie pójdziesz spać teraz to nie będziesz spał w ogóle, znam Cię - odpowiedziała
Trudno było się z nią kłócić kiedy miała rację. Westchnąłem cicho i oparłem do tyłu. Poczułem, że siada obok. Nawet nie drgnąłem. Nie musiałem czekać długo by zapaść w sen. Po dwóch godzinach obudził mnie szelest. Tak, szelest krzaków. Mam strasznie lekki sen. Usiadłem od razu, dość gwałtownie.
- Coś się stało? - zapytała Sam
- Tak - odpowiedziałem patrząc intensywnie w tamtym kierunku - Wyłaź - warknąłem
Zza drzewa wyszedł Tobias.
~Czemu mnie to nie dziwi? - pomyślałem dalej nie spuszczając z niego wzroku.
- Tobias... co ty tu... - zaczęła Sam lecz urwała
- Mam do Ciebie sprawę Widmo - mruknął
- Wyjdź z jej głowy - warknąłem - Masz sprawę do mnie, a nie do niej
< Więc Tobias?>
Od Sam d.c. Noctis'a
- Weeeź. - zaśmiałam się i odepchnęłam go.
Nath szybko opatrzył Noctis'a.
- No to.. Widzimy się wieczorem. - powiedział Nath dalej nieco zdziwiony.
Noctis kiwnął głową i wyszliśmy.
- Akcja na patrolu? Naprawdę? - zaśmiałam się.
- No a jak. - uśmiechnął się.
- Będziesz miał niezłego siniaka. - skrzywiłam się patrząc po jego policzku.
Wzruszył jedynie ramionami.
- No więc... Były jeszcze kiedyś takie hmm... grubsze akcje tego typu? - zapytałam.
- Nawet nie jeden raz. - mruknął.
Uniosłam brwi.
- Czemu się tak na ciebie uwzięli?
Wzruszył ramionami.
- No po prostu. Nie lubią mnie.
Pokręciłam głową.
<Noctis?>
Nath szybko opatrzył Noctis'a.
- No to.. Widzimy się wieczorem. - powiedział Nath dalej nieco zdziwiony.
Noctis kiwnął głową i wyszliśmy.
- Akcja na patrolu? Naprawdę? - zaśmiałam się.
- No a jak. - uśmiechnął się.
- Będziesz miał niezłego siniaka. - skrzywiłam się patrząc po jego policzku.
Wzruszył jedynie ramionami.
- No więc... Były jeszcze kiedyś takie hmm... grubsze akcje tego typu? - zapytałam.
- Nawet nie jeden raz. - mruknął.
Uniosłam brwi.
- Czemu się tak na ciebie uwzięli?
Wzruszył ramionami.
- No po prostu. Nie lubią mnie.
Pokręciłam głową.
<Noctis?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Samantha Blow
Od Noctis'a d.c. Sam
- Taki debil... - mruknąłem
- Chodziło o imię - odpowiedziała Sam lekko zirytowana
Otarłem krew.
- Tobias chyba..., ja mówię Eathon, po nazwisku - odpowiedziałem
- A możesz mi łaskawie wyjaśnić czemu się tak nienawidzicie? - zapytała
- Bo to jeden z kolegów Mark'a? - odpowiedziałem pytaniem
- A to...? - zapytała
- Rany..., serio go nie znasz? Najbardziej chamski dowódca tropicieli w historii East River - powiedziałem
Wyciągnąłem chusteczkę i wysmarkałem resztę krwi z nosa.
Pokręciła głową.
- A temu znowu o co chodzi? - zapytała
- Ten się do mnie przyczepił jak rzep do psiego ogona i nie chce się odczepić - mruknąłem ruszając dalej
Po chwili weszliśmy do domku lekarskiego.
- Nath! - zawołałem, a ten zaraz wyłonił się z drugiego pokoju
- Co znowu? - odpowiedziałem nieco wkurzony
- A nic..., Sam się martwi moją krwią z nosa - powiedziałem siadając
- Z kim się tym razem pożarłeś? - zapytał
Prychnąłem
- To z akcji na patrolu! Żebyś ty widział tylu ludzi! - zawołałem
- Podobno dzisiaj siedziałeś z Sam, czemu jej nic nie jest? - zapytał
- No cóż..., są bardziej i mniej zwinni ludzie - odezwała się Sam
- Hahaha - mruknąłem i objąłem ją - po prostu nie dałem skrzywdzić mojej małej siostrzyczki - powiedziałem powstrzymując śmiech
Sam wywróciła oczami zażenowana. Nath'owi zszedł uśmiech z twarzy.
- Jak to siostrzyczki? - zdziwił się
- No..., wyjaśnię Ci wieczorem - mruknąłem
< Sam?>
- Chodziło o imię - odpowiedziała Sam lekko zirytowana
Otarłem krew.
- Tobias chyba..., ja mówię Eathon, po nazwisku - odpowiedziałem
- A możesz mi łaskawie wyjaśnić czemu się tak nienawidzicie? - zapytała
- Bo to jeden z kolegów Mark'a? - odpowiedziałem pytaniem
- A to...? - zapytała
- Rany..., serio go nie znasz? Najbardziej chamski dowódca tropicieli w historii East River - powiedziałem
Wyciągnąłem chusteczkę i wysmarkałem resztę krwi z nosa.
Pokręciła głową.
- A temu znowu o co chodzi? - zapytała
- Ten się do mnie przyczepił jak rzep do psiego ogona i nie chce się odczepić - mruknąłem ruszając dalej
Po chwili weszliśmy do domku lekarskiego.
- Nath! - zawołałem, a ten zaraz wyłonił się z drugiego pokoju
- Co znowu? - odpowiedziałem nieco wkurzony
- A nic..., Sam się martwi moją krwią z nosa - powiedziałem siadając
- Z kim się tym razem pożarłeś? - zapytał
Prychnąłem
- To z akcji na patrolu! Żebyś ty widział tylu ludzi! - zawołałem
- Podobno dzisiaj siedziałeś z Sam, czemu jej nic nie jest? - zapytał
- No cóż..., są bardziej i mniej zwinni ludzie - odezwała się Sam
- Hahaha - mruknąłem i objąłem ją - po prostu nie dałem skrzywdzić mojej małej siostrzyczki - powiedziałem powstrzymując śmiech
Sam wywróciła oczami zażenowana. Nath'owi zszedł uśmiech z twarzy.
- Jak to siostrzyczki? - zdziwił się
- No..., wyjaśnię Ci wieczorem - mruknąłem
< Sam?>
Od Sam d.c. Noctis'a
Zaśmiałam się lekko.
- To nie jest śmieszne. - powiedział całkiem poważnie chłopak, nawet nie odrywając wzroku od Noctis'a
- Hej... Ledwo się zderzyliście, nie ma co dramatyzować. - powiedziałam również bardzo poważnie.
- Ja nie dramatyzuję. Po prostu on nie zdaje sobie sprawy z kim rozmawia.
- Właśnie doskonale zdaję sobie sprawę. - odpowiedział z nutą śmiechu Noctis.
- Sugerujesz coś? - chłopak podniósł głos.
- Jedynie to, że nie jesteś wart ze mną rozmawiać. - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Chłopak jedynie zacisnął zęby i pokręcił głową. Następnie, czego w ogóle się nie spodziewałam, zadał Noctis'owi zdecydowany cios w nos. To był błąd z jego strony, czułam to już na początku. Nawet nie wiem kiedy mój brat zdążył się na niego rzucić i zaczęli się nawzajem okładać. Wszystko działo się tak szybko, że zdążyłam zareagować dopiero po kilkunastu sekundach.
- Noctis zostaw go! - zawołałam i próbowałam go odciągnąć.
- Nie! Zostaw, ma czego chciał. - mówiąc to wyrwał mi się.
Już nie wiedziałam czyja krew na ziemi jest czyja, więc spróbowałam ponownie.
- Czy wy się czujecie? - stanęłam pomiędzy nimi.
Gwałtownie przestali. Chłopak miał rozciętą wargę i śliwę pod okiem, a Noctis'owi leciała krew z nosa i miał siniaka na policzku.
- Idziemy. - powiedziałam zdecydowanie i ciągnąc Noctis'a za rękę oddaliłam się nieco. - Kto to w ogóle jest? - zapytałam cała poirytowana.
<Noctis?>
- To nie jest śmieszne. - powiedział całkiem poważnie chłopak, nawet nie odrywając wzroku od Noctis'a
- Hej... Ledwo się zderzyliście, nie ma co dramatyzować. - powiedziałam również bardzo poważnie.
- Ja nie dramatyzuję. Po prostu on nie zdaje sobie sprawy z kim rozmawia.
- Właśnie doskonale zdaję sobie sprawę. - odpowiedział z nutą śmiechu Noctis.
- Sugerujesz coś? - chłopak podniósł głos.
- Jedynie to, że nie jesteś wart ze mną rozmawiać. - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Chłopak jedynie zacisnął zęby i pokręcił głową. Następnie, czego w ogóle się nie spodziewałam, zadał Noctis'owi zdecydowany cios w nos. To był błąd z jego strony, czułam to już na początku. Nawet nie wiem kiedy mój brat zdążył się na niego rzucić i zaczęli się nawzajem okładać. Wszystko działo się tak szybko, że zdążyłam zareagować dopiero po kilkunastu sekundach.
- Noctis zostaw go! - zawołałam i próbowałam go odciągnąć.
- Nie! Zostaw, ma czego chciał. - mówiąc to wyrwał mi się.
Już nie wiedziałam czyja krew na ziemi jest czyja, więc spróbowałam ponownie.
- Czy wy się czujecie? - stanęłam pomiędzy nimi.
Gwałtownie przestali. Chłopak miał rozciętą wargę i śliwę pod okiem, a Noctis'owi leciała krew z nosa i miał siniaka na policzku.
- Idziemy. - powiedziałam zdecydowanie i ciągnąc Noctis'a za rękę oddaliłam się nieco. - Kto to w ogóle jest? - zapytałam cała poirytowana.
<Noctis?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Samantha Blow
Od Noctis'a d.c. Sam
- No cóż..., chyba tyle przeżyłem, że nic mnie już nie zaskoczy... - stwierdziłem
- Mówisz jak jakiś stary zgred - mruknęła
Wzruszyłem ramionami.
- Nie trzeba być starym by mieć dużo przeżyć - zauważyłem
Siadła normalnie. Spojrzałem na zegarek
- Koniec na dzisiaj - stwierdziłem
- Serio? - zapytała
- Ano..., zadziwiająco szybko przeleciało - powiedziałem zsuwając się na ziemię
Sam zrobiła po chwili to samo. Wolno ruszyliśmy w drogę powrotną nic do siebie nie mówiąc. Widocznie każde z nas miało coś do przemyślenia. Weszliśmy między domki i potrącił mnie jakiś chłopak. No cóż... Jakoż, że jestem największym pechowcem świata był to jeden ze "świty" Mark'a, który mógł być nawet w porządku jednak widocznie wierzył, że Mark ma równo pod sufitem.
- Patrz jak łazisz! - wydarł się na mnie
- Patrzę, ty na mnie wpadłeś - powiedziałem dość cicho i całkiem spokojnie
- No chyba nie - warknął
Wzruszyłem ramionami.
- To wy się znacie? - zapytała zdziwiona Sam
- Ja znam każdego - powiedziałem szczerząc do niej zęby.
< to kto dokończy?>
- Mówisz jak jakiś stary zgred - mruknęła
Wzruszyłem ramionami.
- Nie trzeba być starym by mieć dużo przeżyć - zauważyłem
Siadła normalnie. Spojrzałem na zegarek
- Koniec na dzisiaj - stwierdziłem
- Serio? - zapytała
- Ano..., zadziwiająco szybko przeleciało - powiedziałem zsuwając się na ziemię
Sam zrobiła po chwili to samo. Wolno ruszyliśmy w drogę powrotną nic do siebie nie mówiąc. Widocznie każde z nas miało coś do przemyślenia. Weszliśmy między domki i potrącił mnie jakiś chłopak. No cóż... Jakoż, że jestem największym pechowcem świata był to jeden ze "świty" Mark'a, który mógł być nawet w porządku jednak widocznie wierzył, że Mark ma równo pod sufitem.
- Patrz jak łazisz! - wydarł się na mnie
- Patrzę, ty na mnie wpadłeś - powiedziałem dość cicho i całkiem spokojnie
- No chyba nie - warknął
Wzruszyłem ramionami.
- To wy się znacie? - zapytała zdziwiona Sam
- Ja znam każdego - powiedziałem szczerząc do niej zęby.
< to kto dokończy?>
piątek, 22 sierpnia 2014
Od Suzie c.d. Michael'a
- Dobra, dobra daruj już sobie te komplementy.
- Nie podoba ci się gdy tak robię? - złapał mnie za rękę (oczywiście wyrwałam mu się, jak zawsze).
- Na mnie taki słaby podryw nie działa. - Oburzyłam się, a potem wpadł mi do głowy pewien plan.
- A co działa?
Spojrzałam się na niego, potem przybliżyłam się i powiedziałam:
- Wiesz.... Ty na mnie działasz.... - położyłam moje ręce na jego szyje i dodałam - Masz ładny uśmiech... Twoje oczy... Oh.
- Tak...? - patrzył się na moje usta.
Gdy już miał mnie pocałować odsunęłam się i poszłam.
- Hahaha, zapomnij!
Gdy się odwróciłam by zobaczyć jaką ma minę, wyglądał na bardzo oburzonego. No co? Było ze mną nie igrać, a po za tym nie moja to wina, że się nabrał. Wróciłam do chatki, i poszłam spać. Miałam nadzieje, że się obudzę o tej 1:30. Właściwie nie wiem czemu się chciałam z nim spotkać, naprawdę nie wiem... Jakoś mnie do niego ciągnęło, a z drugiej strony mnie wkurzał!
<Michael?>
- Nie podoba ci się gdy tak robię? - złapał mnie za rękę (oczywiście wyrwałam mu się, jak zawsze).
- Na mnie taki słaby podryw nie działa. - Oburzyłam się, a potem wpadł mi do głowy pewien plan.
- A co działa?
Spojrzałam się na niego, potem przybliżyłam się i powiedziałam:
- Wiesz.... Ty na mnie działasz.... - położyłam moje ręce na jego szyje i dodałam - Masz ładny uśmiech... Twoje oczy... Oh.
- Tak...? - patrzył się na moje usta.
Gdy już miał mnie pocałować odsunęłam się i poszłam.
- Hahaha, zapomnij!
Gdy się odwróciłam by zobaczyć jaką ma minę, wyglądał na bardzo oburzonego. No co? Było ze mną nie igrać, a po za tym nie moja to wina, że się nabrał. Wróciłam do chatki, i poszłam spać. Miałam nadzieje, że się obudzę o tej 1:30. Właściwie nie wiem czemu się chciałam z nim spotkać, naprawdę nie wiem... Jakoś mnie do niego ciągnęło, a z drugiej strony mnie wkurzał!
<Michael?>
Etykiety:
Michael&Susan,
Opowiadania,
Susan Wolf
Od Sam d.c. Noctis'a
Również się rozejrzałam. Uznałam jednak, że jest małe prawdopodobieństwo, że ktoś mógł nas podsłuchiwać, ponieważ drzewo, na którym siedzieliśmy miało dosyć dużo liści, a poza tym gałęzie, na których spoczywaliśmy były wysoko. Oparłam głowę o gałąź i zamknęłam na chwilę oczy. To się wszystko działo naprawdę?
- Hmm... Wiem, że to dla ciebie nowa sytuacja, ale hm... Jestem aż taki zły? - zaczął Noctis
- Nie, dlaczego pytasz? - otworzyłam oczy.
- Strasznie się tym przejmujesz, no wiesz..., że jestem no.. twoim bratem.. - kontynuował.
- No cóż, jak cię zobaczyłam, to nie spodziewałam się, że widzę przed sobą mojego brata. - powiedziałam lekko poirytowana.
- No, ale teraz się już wszystko wyjaśniło prawda?
- Mówisz tak choćby ci to było zupełnie obojętne. - powiedziałam i popatrzyłam na niego do góry.
<Noctis?>
- Hmm... Wiem, że to dla ciebie nowa sytuacja, ale hm... Jestem aż taki zły? - zaczął Noctis
- Nie, dlaczego pytasz? - otworzyłam oczy.
- Strasznie się tym przejmujesz, no wiesz..., że jestem no.. twoim bratem.. - kontynuował.
- No cóż, jak cię zobaczyłam, to nie spodziewałam się, że widzę przed sobą mojego brata. - powiedziałam lekko poirytowana.
- No, ale teraz się już wszystko wyjaśniło prawda?
- Mówisz tak choćby ci to było zupełnie obojętne. - powiedziałam i popatrzyłam na niego do góry.
<Noctis?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Samantha Blow
wtorek, 19 sierpnia 2014
Od Noctis'a d.c. Sary
- Masz wole - powiedziałem ruszając dalej
- Co tak ponuro? - zapytała nieco zdziwiona
- Wiesz..., mam wolny jeden dzień na miesiąc, a i tak muszę w czasie tego dnia pracować, ty być nie była wkurzona? - zapytałem i ruszyłem dalej
Dziewczyna jednak widocznie nie chcąc wracać poszła za mną.
- Ta..., a gdzie idziesz? - zapytała
- Zwolnić resztę, a potem z innymi dowodzącymi biegniemy dwa razy wokół obozu - odpowiedziałem
Pokiwała głową.
< Sara?>
- Co tak ponuro? - zapytała nieco zdziwiona
- Wiesz..., mam wolny jeden dzień na miesiąc, a i tak muszę w czasie tego dnia pracować, ty być nie była wkurzona? - zapytałem i ruszyłem dalej
Dziewczyna jednak widocznie nie chcąc wracać poszła za mną.
- Ta..., a gdzie idziesz? - zapytała
- Zwolnić resztę, a potem z innymi dowodzącymi biegniemy dwa razy wokół obozu - odpowiedziałem
Pokiwała głową.
< Sara?>
Od Sary d.c. Noctis'a
Max zaprowadził mnie do jakiegoś drzewa.
- Wchodź i do zobaczenia za pięć godzin.-Powiedział i poszedł. Wdrapałam się na jakąś gałąź i usadowiłam się wygodnie. Pierwsze dwie godziny minęły normalnie, następna godzina i nuda zaczęła brać górę, ale zebrałam się w sobie.
-Trzeba będzie się przyzwyczaić.-Pomyślałam i siedziałam jeszcze tam dwie godziny obserwując. Czekałam aż przyjdzie po mnie Max, ale zamiast niego przyszedł Noctis.
-Złaź.-Powiedział, a ja zeskoczyłam z gałęzi na ziemie. Gałąź niebyła wysoko więc nie było problemu.
Noctis
- Wchodź i do zobaczenia za pięć godzin.-Powiedział i poszedł. Wdrapałam się na jakąś gałąź i usadowiłam się wygodnie. Pierwsze dwie godziny minęły normalnie, następna godzina i nuda zaczęła brać górę, ale zebrałam się w sobie.
-Trzeba będzie się przyzwyczaić.-Pomyślałam i siedziałam jeszcze tam dwie godziny obserwując. Czekałam aż przyjdzie po mnie Max, ale zamiast niego przyszedł Noctis.
-Złaź.-Powiedział, a ja zeskoczyłam z gałęzi na ziemie. Gałąź niebyła wysoko więc nie było problemu.
Noctis
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Od Noctis'a d.c. Sary
Jak zawsze nie wyspany stawiłem się na rozprawę, wyjątkowo z termosem kawy.
- A więc tak - powiedziałem i upiłem łyka, nienawidzę kawy, ale jakoś muszę się obudzić - Liam i Max zdacie mi raport za 5 minut. Przebieżka dzisiaj wypada Sam i Chisaki, zrobicie dwa okrążenia i macie wolne... Reszta ma już swoje pozycje, nowych proszę do mnie
Siadłem sobie na trawie gdyż musiałem uporządkować parę rzeczy. Po chwili podeszły do mnie dwie osoby, ale średnio zwróciłem na nie uwagę. Poprzekładałem parę papierków popijając kawę. Po paru minutach dołączyli do nich dwie kolejne, bardziej mi znane. Skończyłem czytać, zebrałem wszystko.
- Noc ile jeszcze mamy czekać? - jęknął Liam
- Tyle ile to będzie konieczne - powiedziałem wstając
- Czyli kiedy dasz nam złożyć ten raport? - zapytał Max
- W odpowiednim czasie - odpowiedziałem
Aż tryskało od nich złością.
- Jak skończę z nowymi - poprawiłem się i spojrzałem po nich
Parka - dziewczyna i jakiś chłopak
- Dobrze, a więc tak... - sprawdziłem imię na kartce - Mike ty pójdziesz z Liamem składać raport. A... - znów sprawdziłem - Sarę Max zaprowadzi gdzie być powinna, a potem dołączy do chłopaków
Napiłem się kawy.
- A ty? - zapytali jednocześnie Max i Lee
- A ja idę się zdrzemnąć bo zasypiam na stojąco, teoretycznie to mam dzisiaj wolne, ale Uciekinier zażyczył sobie bym rozdzielił wam zarania - powiedziałem
Mrucząc pod nosem przekleństwa ruszyłem do domku.
< Sara?>
- A więc tak - powiedziałem i upiłem łyka, nienawidzę kawy, ale jakoś muszę się obudzić - Liam i Max zdacie mi raport za 5 minut. Przebieżka dzisiaj wypada Sam i Chisaki, zrobicie dwa okrążenia i macie wolne... Reszta ma już swoje pozycje, nowych proszę do mnie
Siadłem sobie na trawie gdyż musiałem uporządkować parę rzeczy. Po chwili podeszły do mnie dwie osoby, ale średnio zwróciłem na nie uwagę. Poprzekładałem parę papierków popijając kawę. Po paru minutach dołączyli do nich dwie kolejne, bardziej mi znane. Skończyłem czytać, zebrałem wszystko.
- Noc ile jeszcze mamy czekać? - jęknął Liam
- Tyle ile to będzie konieczne - powiedziałem wstając
- Czyli kiedy dasz nam złożyć ten raport? - zapytał Max
- W odpowiednim czasie - odpowiedziałem
Aż tryskało od nich złością.
- Jak skończę z nowymi - poprawiłem się i spojrzałem po nich
Parka - dziewczyna i jakiś chłopak
- Dobrze, a więc tak... - sprawdziłem imię na kartce - Mike ty pójdziesz z Liamem składać raport. A... - znów sprawdziłem - Sarę Max zaprowadzi gdzie być powinna, a potem dołączy do chłopaków
Napiłem się kawy.
- A ty? - zapytali jednocześnie Max i Lee
- A ja idę się zdrzemnąć bo zasypiam na stojąco, teoretycznie to mam dzisiaj wolne, ale Uciekinier zażyczył sobie bym rozdzielił wam zarania - powiedziałem
Mrucząc pod nosem przekleństwa ruszyłem do domku.
< Sara?>
Od Sary
Poszłam do Uciekiniera zapytać się gdzie mam się zgłosić. Powiedział, że następnego dnia mam czekać na jakiegoś Noctis'a o ósmej. Wróciłam do domu i nie poszłam na kolację, głód mi nie doskwierał i jakoś nie miałam ochoty na jedzenie. Położyłam się na łóżku i zabrałam się za czytanie jakiejś książki. Po jakiś pięćdziesięciu stronach, odłożyłam książkę i zasnęłam. Wstałam o siódmej, poszłam na śniadanie, które zjadłam w bardzo szybkim tempie. Za piętnaście zaczęłam się zbierać i iść do miejsca gdzie miałam czeka na Noctis'a. Równo o ósmej byłam na miejscu.
Noctis
Noctis
środa, 13 sierpnia 2014
Zapraszam
Siemka, pragnę tutaj zaprosić na bloga Łowcy Surari.
Jest to blog o Łowcach Demonów, z innego świata.
Jest to mój blog więc zapraszam serdecznie, może fabuła się spodoba
Jest to blog o Łowcach Demonów, z innego świata.
Jest to mój blog więc zapraszam serdecznie, może fabuła się spodoba
Świat znów zmierza ku zagładzie. Pojawia się coraz więcej demonów - Surari.
Tajne Rodziny - to właśnie one są zobowiązane do tej walki. Normalni ludzie nie wiedzą nic o Surari jednak mogą się na nie natknąć. Zdarzają się łowcy nie należący do żadnych rodów i to często.
Od Noctisa d.c. Sam
- Tak... - powiedziałem ważąc każde słowo - Nie miałem wyboru
- Niby czemu? Co się stało? - zapytała chyba bardziej zainteresowana niż kiedykolwiek wcześniej
- Ech..., ścigało mnie mnóstwo SSP, Liga i jeszcze Łowcy Nagród Caelum... To z łaciny. Znaczy po prostu niebo - wyjaśniłem
- Każdego tu ściga SSP i część Liga - zauważyła
- Ale nie za każdego jest 100 000 nagrody - powiedziałem opierając się o pień drzewa
Na chwilę ją zamurowało.
- Ile? - szerzej otworzyła oczy
- 100 000 - powtórzyłem
- Tak, to chyba dobry powód. No ale skąd aż tyle? - stwierdziła
Dziesięć razy więcej niż za normalnego dzieciaka.
- Powiedzmy, że trochę z Clancy'm narozrabialiśmy.... - mruknąłem
- Z Clancy'm?! To ty już nie mówisz Uciekinir, Gray czy coś?! - spojrzała na mnie
Skrzywiłem się.
- Rany, raz na rok użyję jego imienia i od razu wielkie halo - wywróciłem oczami
- No właśnie dlatego, że używasz raz na rok - mruknęła
- Tak..., z nim... Włóczyliśmy się razem przez założeniem East River, ale to już dawne czasy. Nie chce mi się opowiadać wszystkiego - powiedziałem rozglądając się czy na pewno nikt tego przypadkiem nie usłyszał.
< Sam?>
- Niby czemu? Co się stało? - zapytała chyba bardziej zainteresowana niż kiedykolwiek wcześniej
- Ech..., ścigało mnie mnóstwo SSP, Liga i jeszcze Łowcy Nagród Caelum... To z łaciny. Znaczy po prostu niebo - wyjaśniłem
- Każdego tu ściga SSP i część Liga - zauważyła
- Ale nie za każdego jest 100 000 nagrody - powiedziałem opierając się o pień drzewa
Na chwilę ją zamurowało.
- Ile? - szerzej otworzyła oczy
- 100 000 - powtórzyłem
- Tak, to chyba dobry powód. No ale skąd aż tyle? - stwierdziła
Dziesięć razy więcej niż za normalnego dzieciaka.
- Powiedzmy, że trochę z Clancy'm narozrabialiśmy.... - mruknąłem
- Z Clancy'm?! To ty już nie mówisz Uciekinir, Gray czy coś?! - spojrzała na mnie
Skrzywiłem się.
- Rany, raz na rok użyję jego imienia i od razu wielkie halo - wywróciłem oczami
- No właśnie dlatego, że używasz raz na rok - mruknęła
- Tak..., z nim... Włóczyliśmy się razem przez założeniem East River, ale to już dawne czasy. Nie chce mi się opowiadać wszystkiego - powiedziałem rozglądając się czy na pewno nikt tego przypadkiem nie usłyszał.
< Sam?>
czwartek, 24 lipca 2014
Od Michael'a d.c. Suzie
Podniosłem ręce w geście "Dobra, dobra, poddaję się".
- No to jak? Gdzie na ciebie czekać? - zapytałem
- Hm.. No nie wiem. - zastanawiała się.
- Ok, poczekam przed twoim domkiem, może być? - powiedziałem
- Dobra. To znaczy nie! Bo jeszcze mnie ktoś z tobą zobaczy... - zażartowała.
- To chyba ja się bardziej mam czym martwić. Będę gdzieś łaził po nocach z dziewczyną, której włosy widać na kilometr drogi. - zaśmiałem się.
Przybrała surowy wyraz twarzy i uderzyła mnie w ramię.
- No co? To prawda. - uśmiechnąłem się.
Tylko się skrzywiła.
- Dobra. To o 1:30 czekaj gdzieś na mnie. Tylko żeby cię nikt nie zauważył. - burknęła.
- Ja z kamuflażem nie mam problemu, gorzej z tobą i twoimi włosa... - nie zdążyłem dokończyć bo mi przerwała.
- Daruj sobie, moje włosy są śliczne.
- Nie zaprzeczam, a nawet potwierdzam. - zaśmiałem się.
<Suzie?>
- No to jak? Gdzie na ciebie czekać? - zapytałem
- Hm.. No nie wiem. - zastanawiała się.
- Ok, poczekam przed twoim domkiem, może być? - powiedziałem
- Dobra. To znaczy nie! Bo jeszcze mnie ktoś z tobą zobaczy... - zażartowała.
- To chyba ja się bardziej mam czym martwić. Będę gdzieś łaził po nocach z dziewczyną, której włosy widać na kilometr drogi. - zaśmiałem się.
Przybrała surowy wyraz twarzy i uderzyła mnie w ramię.
- No co? To prawda. - uśmiechnąłem się.
Tylko się skrzywiła.
- Dobra. To o 1:30 czekaj gdzieś na mnie. Tylko żeby cię nikt nie zauważył. - burknęła.
- Ja z kamuflażem nie mam problemu, gorzej z tobą i twoimi włosa... - nie zdążyłem dokończyć bo mi przerwała.
- Daruj sobie, moje włosy są śliczne.
- Nie zaprzeczam, a nawet potwierdzam. - zaśmiałem się.
<Suzie?>
Etykiety:
Michael Shadow,
Michael&Susan,
Opowiadania
Od Suzie d.c. Michael'a
Przyznaje. Trochę się zarumieniłam..., ale tylko trochę!
- Hmm, co mam teraz kwiczeć, piszczeć ze szczęścia, że cię zadowoliłam? - opowiedziałam nabierając niski ton.
Odchyliłam głowę w prawo i dokańczałam zupę jarzynową.
- Jak wolisz. - odpowiedział i wzruszył ramionami.
- Dobra. Wiesz na co mam teraz ochotę? - zapytałam z entuzjazmem w oczach.
- No na co - odpowiedział od nie chcenia.
Spojrzałam się na niego złowieszczo.
- Jeśli nie chcesz wiedzieć, to nie, twoja strata - powiedziałam obojętnie
- Nie! To znaczy tak! No chcę wiedzieć.
- Więc odkąd tu jestem, to... Jeszcze się nie zabawiłam na całego, pomyślałam, że jeśli chcesz to możemy dzisiaj popływać w jeziorze, w nocy.
- Nago? - spytał uśmiechnięty, jak pies czekający na kość.
- Wolne żarty. Jeśli chcesz to możesz, ale mnie zobaczysz najwyżej w krótkich spodenkach i koszulce - odpowiedziałam.
- Zawsze coś - wzruszył ramionami - Skarbie, a dlaczego pytasz właśnie mnie? - zaczął bawić się moimi włosami.
Chwyciłam jego rękę, spojrzałam mu się w oczy i powiedziałam:
- Bo nikt nie jest tak głupi by pływać w jeziorze w nocy, o ile wiesz to jest zakazane. A mi się "trochę" nudzi.
Odniosłam miskę po zupie. Szłam w stronę domku, lecz Mike mi oczywiście przeszkodził.
- Okej, to o której?
- Hmm, może o 1:30? - zadałam mu pytanie.
- Oszalałaś?! O tej godzinie..
- Mów jeszcze głośniej. - powiedziałam z sarkastycznie ze złością w oczach.
<Michael?>
Etykiety:
Michael&Susan,
Opowiadania,
Susan Wolf
środa, 23 lipca 2014
Od Michael'a d.c. Suzan
Nie ukryję faktu, że mnie zaskoczyła. Otrząsnąłem się ze zdziwienia, wręcz nawet szoku i powoli wstałem. Była już daleko, brak szans na dogonienie jej. Szczególnie, że zdałem sobie wtedy sprawę, że jestem już nieźle spóźniony. Gdy dotarłem na miejsce czekał już tam Mark, mój "szef". Poczułem wszechogarniający mnie wstyd, gdy się spojrzał na mnie z nieukrywanym gniewem.
- Jesteś spóźniony 30 minut. Lepiej, żebyś miał dobre wytłumaczenie. - odezwał się lodowatym głosem.
- Ehm. - odchrząknąłem. - Udałem się tutaj jak najszybciej, ale po drodze... coś mnie zatrzymało. - powiedziałem zmieszany.
- To znaczy co? - drążył temat, co mi nie było na rękę.
- Wpadłem na taką dziewczynę... No... Upadła na ziemię i uderzyła się w głowę... Musiałem jej pomóc wrócić do domku... - kręciłem.
Popatrzył na mnie jak na debila.
- Umiem wyczuć kłamstwo. Dlatego twoją karą będzie jutro tropienie ze mną. Cały dzień. Od śniadania, aż po kolację. Widzimy się tutaj o 6:00 rano. Powiem kucharzowi, żeby dał ci śniadanie wcześniej. Na kolację wrócisz sobie. - uśmiechnął się złowieszczo.
- Tak jest. - zasalutowałem ze smutkiem.
Następnie ruszyliśmy wypełniać swoje obowiązki. Po pracy skoczyłem jeszcze do kucharza, aby zakomunikować, że zjem śniadanie wcześniej i ruszyłem na obiad. W tłumie zauważyłem pewną zielono-niebieską czuprynę. Hah, Suzie. Podszedłem bliżej i zakryłem jej oczy ręką.
- Zgadnij kto to. - powiedziałem.
Od razu złapała mnie za rękę, ściągnęła z oczu i obejrzała się za siebie.
- Nie umiesz się w to bawić.. - stwierdziłem zajmując wolne miejsce obok niej.
- Czy ty musisz mi uprzykrzać życie? - uśmiechnęła się teraz nie złowieszczo, o nie, to był uśmiech jakby zobaczyła kogoś bliskiego.
- Ja? Przez ciebie spóźniłem się do pracy, wiesz jaki dostałem ochrzan? Jutro od 6:00 rano aż do kolacji będę musiał biegać i tropić z własnym szefem! - powiedziałem z udawaną wściekłością.
- Przez ciebie bolała mnie głowa, a po za tym będę miała kilka godzin spokoju od ciebie - uśmiechnęła się.
- No faktycznie, ciekawe kto ma gorzej - skrzywiłem się.- Czemu mnie tak nie lubisz? - zapytałem z udawanym smutkiem.
Nie żebym się chwalił, ale aktorem jestem wręcz doskonałym, więc mam 100% pewności, że nie zauważyła, że kręcę.
- Ja nie mówię, że cię nie lubię, po prostu jestem dzisiaj dosyć wredna i tyle, jutro za to będę pewnie zbyt miła więc... - powiedziała.
Zbliżyłem się do niej na tyle, żeby nasze czoła się stykały.
- I na taką odpowiedź liczyłem - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
<Suzan?>
- Jesteś spóźniony 30 minut. Lepiej, żebyś miał dobre wytłumaczenie. - odezwał się lodowatym głosem.
- Ehm. - odchrząknąłem. - Udałem się tutaj jak najszybciej, ale po drodze... coś mnie zatrzymało. - powiedziałem zmieszany.
- To znaczy co? - drążył temat, co mi nie było na rękę.
- Wpadłem na taką dziewczynę... No... Upadła na ziemię i uderzyła się w głowę... Musiałem jej pomóc wrócić do domku... - kręciłem.
Popatrzył na mnie jak na debila.
- Umiem wyczuć kłamstwo. Dlatego twoją karą będzie jutro tropienie ze mną. Cały dzień. Od śniadania, aż po kolację. Widzimy się tutaj o 6:00 rano. Powiem kucharzowi, żeby dał ci śniadanie wcześniej. Na kolację wrócisz sobie. - uśmiechnął się złowieszczo.
- Tak jest. - zasalutowałem ze smutkiem.
Następnie ruszyliśmy wypełniać swoje obowiązki. Po pracy skoczyłem jeszcze do kucharza, aby zakomunikować, że zjem śniadanie wcześniej i ruszyłem na obiad. W tłumie zauważyłem pewną zielono-niebieską czuprynę. Hah, Suzie. Podszedłem bliżej i zakryłem jej oczy ręką.
- Zgadnij kto to. - powiedziałem.
Od razu złapała mnie za rękę, ściągnęła z oczu i obejrzała się za siebie.
- Nie umiesz się w to bawić.. - stwierdziłem zajmując wolne miejsce obok niej.
- Czy ty musisz mi uprzykrzać życie? - uśmiechnęła się teraz nie złowieszczo, o nie, to był uśmiech jakby zobaczyła kogoś bliskiego.
- Ja? Przez ciebie spóźniłem się do pracy, wiesz jaki dostałem ochrzan? Jutro od 6:00 rano aż do kolacji będę musiał biegać i tropić z własnym szefem! - powiedziałem z udawaną wściekłością.
- Przez ciebie bolała mnie głowa, a po za tym będę miała kilka godzin spokoju od ciebie - uśmiechnęła się.
- No faktycznie, ciekawe kto ma gorzej - skrzywiłem się.- Czemu mnie tak nie lubisz? - zapytałem z udawanym smutkiem.
Nie żebym się chwalił, ale aktorem jestem wręcz doskonałym, więc mam 100% pewności, że nie zauważyła, że kręcę.
- Ja nie mówię, że cię nie lubię, po prostu jestem dzisiaj dosyć wredna i tyle, jutro za to będę pewnie zbyt miła więc... - powiedziała.
Zbliżyłem się do niej na tyle, żeby nasze czoła się stykały.
- I na taką odpowiedź liczyłem - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
<Suzan?>
Etykiety:
Michael Shadow,
Michael&Susan,
Opowiadania
Od Suzie d.c. Michael
Nie umiałam powstrzymać się od śmiechu! Śmiałam się jak nigdy dotąd! Płakałam ze śmiechu.
- Dlatego nie ufaj nigdy "miętowej" - uśmiechnęłam się.
Zanim zdążył coś powiedzieć, nachyliłam się nad nim i pocałowałam go delikatnie w czółko, w następnej kolejności dodając:
- Pa słonko - powiedziałam czule.
Odeszłam w podskoku. Chciałam mu zrobić na złość! Wkurzał mnie, tak naprawdę nie jestem taka nerwowa, ale dzisiaj a) miałam zły dzień b) miałam go dość. Odwróciłam się, a on dalej leżał. Ha! Punkt dla mnie! W spokoju poszłam do mojego "ulubionego miejsca" gdzie mogłam się wyciszyć, czyli ogrodu. Uwielbiałam swoją pracę, ponieważ mogłam oddać się temu co lubię i jednocześnie robić to, co muszę. Są jeszcze inne plusy. Uspokajałam się tam między innymi dlatego, że zielsko (marihuana) uspokaja. Nie uzależniłam się od tego, bo to nie uzależnia. Może jestem już na skraju wytrzymałości jeśli chodzi o fajki, bo z tym chce, ale nie umiem skończyć. Nikt tam nie chodził, więc na początek zaczęłam wszystko podlewać, potem zbierać i zanosić dla kucharza warzywa, oczywiście robiłam też napary i tak jakby "leki" dla medyków. Ah, padłam ze zmęczenia, minęło chyba 3-4h zanim mogłam trochę odpocząć, ale wiecie i tak to jest lepsze niż siedzenie na drzewie i obserwowanie (według mnie). Okej, ostatnia porcja warzyw i owoców do zaniesienia. ~Nareszcie~.
Szłam spokojnym krokiem (już po zielsku), aż tu nagle widzę tego niedorajdę Michael'a. ~Fuck!~ pomyślałam. Schowałam się szybko za jakąś chatę, czekając, aż sobie pójdzie. Stał obok kucharza i gadał z nim. Eh, kolejne czekanie. Zaniosłam szybko, gdy odszedł i wróciłam do mojej chatki. Moich współlokatorek nie było, racja przecież obiad. Ruszyłam szybkim krokiem, usiadłam na wolnym miejscu i zaczęłam jeść.
<Michael?>
- Dlatego nie ufaj nigdy "miętowej" - uśmiechnęłam się.
Zanim zdążył coś powiedzieć, nachyliłam się nad nim i pocałowałam go delikatnie w czółko, w następnej kolejności dodając:
- Pa słonko - powiedziałam czule.
Odeszłam w podskoku. Chciałam mu zrobić na złość! Wkurzał mnie, tak naprawdę nie jestem taka nerwowa, ale dzisiaj a) miałam zły dzień b) miałam go dość. Odwróciłam się, a on dalej leżał. Ha! Punkt dla mnie! W spokoju poszłam do mojego "ulubionego miejsca" gdzie mogłam się wyciszyć, czyli ogrodu. Uwielbiałam swoją pracę, ponieważ mogłam oddać się temu co lubię i jednocześnie robić to, co muszę. Są jeszcze inne plusy. Uspokajałam się tam między innymi dlatego, że zielsko (marihuana) uspokaja. Nie uzależniłam się od tego, bo to nie uzależnia. Może jestem już na skraju wytrzymałości jeśli chodzi o fajki, bo z tym chce, ale nie umiem skończyć. Nikt tam nie chodził, więc na początek zaczęłam wszystko podlewać, potem zbierać i zanosić dla kucharza warzywa, oczywiście robiłam też napary i tak jakby "leki" dla medyków. Ah, padłam ze zmęczenia, minęło chyba 3-4h zanim mogłam trochę odpocząć, ale wiecie i tak to jest lepsze niż siedzenie na drzewie i obserwowanie (według mnie). Okej, ostatnia porcja warzyw i owoców do zaniesienia. ~Nareszcie~.
Szłam spokojnym krokiem (już po zielsku), aż tu nagle widzę tego niedorajdę Michael'a. ~Fuck!~ pomyślałam. Schowałam się szybko za jakąś chatę, czekając, aż sobie pójdzie. Stał obok kucharza i gadał z nim. Eh, kolejne czekanie. Zaniosłam szybko, gdy odszedł i wróciłam do mojej chatki. Moich współlokatorek nie było, racja przecież obiad. Ruszyłam szybkim krokiem, usiadłam na wolnym miejscu i zaczęłam jeść.
<Michael?>
Etykiety:
Michael&Susan,
Opowiadania,
Susan Wolf
Od Michael'a d.c. Suzan
- Tylko tyle, że masz oryginalny kolorek włosów. - uśmiechnąłem się odpowiadając na wcześniej zadane pytanie.
- Wiem, tylko pozazdrościć - odpowiedziała dumnie.
Zaśmiałem się.
- Jakbym śmiał zaprzeczyć? - dalej się z nią droczyłem.
- No właśnie! Gdybyś tak zrobił to już dawno bym ci włosy spaliła - mrugnęła do mnie złowieszczo.
- Strasznie się boję. - powiedziałem sarkastycznie i zniżyłem się do jej wzrostu.
Nie ma w tym nic do ukrycia, że byłem od niej o co najmniej 15 cm wyższy, co sprawiało wrażenie, że jestem od niej o wiele starszy. Uśmiechnąłem się czekając co powie, ale trochę się przeliczyłem. Kopnęła mnie zamaszyście w nogę.
- Ała! Za co? - zaśmiałem się, bo to nie bolało.
- Wkurzasz mnie, a ja nie mam nastroju! - odpowiedziała gniewnie.
- Czyżbym miał do czynienia z czerwoną? - uśmiech nie znikał z mojej twarzy.
- A ja z zielonym?
- A, mylisz się. - skrzyżowałem ręce na piersi.
- Hmm, nie wyglądasz mi na pomarańczowego, bo byś przewidział, że cię kopnę... Na żółtego też nie, ani na niebieskiego. Czyżbyś był fioletowy? - zaczęła rozumować.
- A i tu się mylisz. Jestem czerwony skarbie.
- HAHAHAHAHHA!! Wolne żarty. Nie wyglądasz na czerwonego, za spokojny jesteś. - skrzywiła się.
- No widzisz. Jestem wyjątkowy złotko - zaśmiałem się.
Chyba się wkurzyła, że ciągle ją tak "pobłażliwie" nazywam, bo podniosła rękę, zrobiła zamach i gdybym w ostatniej chwili nie chwycił jej ręki, miałbym czerwony policzek. Zamachnęła się drugą, ale to już było do przewidzenia, więc złapałem ją za nadgarstek.
- Czemu od razu tak nerwowo? - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
Próbowała wyrwać ręce, ale nie udawało jej się to. Po chwili, jak już się mocno szamotała, postanowiłem ją puścić. W ogóle się nie spodziewałem co zrobi. Usiadła na ziemi, skuliła się i chyba (!) zaczęła szlochać. Chciało mi się trochę śmiać, bo na początku taka hop do przodu, a teraz wyskakuje z płakaniem. Coś musiało za tym stać. Kucnąłem przy niej.
- Hej, co się stało? - od niechcenia.
W tym momencie odsłoniła ręce, wyszczerzyła się i szybko pociągnęła mnie ku ziemi. Runąłem jak długi, ona tymczasem wstała i zaczęła się śmiać.
<Suzan?>
- Wiem, tylko pozazdrościć - odpowiedziała dumnie.
Zaśmiałem się.
- Jakbym śmiał zaprzeczyć? - dalej się z nią droczyłem.
- No właśnie! Gdybyś tak zrobił to już dawno bym ci włosy spaliła - mrugnęła do mnie złowieszczo.
- Strasznie się boję. - powiedziałem sarkastycznie i zniżyłem się do jej wzrostu.
Nie ma w tym nic do ukrycia, że byłem od niej o co najmniej 15 cm wyższy, co sprawiało wrażenie, że jestem od niej o wiele starszy. Uśmiechnąłem się czekając co powie, ale trochę się przeliczyłem. Kopnęła mnie zamaszyście w nogę.
- Ała! Za co? - zaśmiałem się, bo to nie bolało.
- Wkurzasz mnie, a ja nie mam nastroju! - odpowiedziała gniewnie.
- Czyżbym miał do czynienia z czerwoną? - uśmiech nie znikał z mojej twarzy.
- A ja z zielonym?
- A, mylisz się. - skrzyżowałem ręce na piersi.
- Hmm, nie wyglądasz mi na pomarańczowego, bo byś przewidział, że cię kopnę... Na żółtego też nie, ani na niebieskiego. Czyżbyś był fioletowy? - zaczęła rozumować.
- A i tu się mylisz. Jestem czerwony skarbie.
- HAHAHAHAHHA!! Wolne żarty. Nie wyglądasz na czerwonego, za spokojny jesteś. - skrzywiła się.
- No widzisz. Jestem wyjątkowy złotko - zaśmiałem się.
Chyba się wkurzyła, że ciągle ją tak "pobłażliwie" nazywam, bo podniosła rękę, zrobiła zamach i gdybym w ostatniej chwili nie chwycił jej ręki, miałbym czerwony policzek. Zamachnęła się drugą, ale to już było do przewidzenia, więc złapałem ją za nadgarstek.
- Czemu od razu tak nerwowo? - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
Próbowała wyrwać ręce, ale nie udawało jej się to. Po chwili, jak już się mocno szamotała, postanowiłem ją puścić. W ogóle się nie spodziewałem co zrobi. Usiadła na ziemi, skuliła się i chyba (!) zaczęła szlochać. Chciało mi się trochę śmiać, bo na początku taka hop do przodu, a teraz wyskakuje z płakaniem. Coś musiało za tym stać. Kucnąłem przy niej.
- Hej, co się stało? - od niechcenia.
W tym momencie odsłoniła ręce, wyszczerzyła się i szybko pociągnęła mnie ku ziemi. Runąłem jak długi, ona tymczasem wstała i zaczęła się śmiać.
<Suzan?>
Etykiety:
Michael Shadow,
Michael&Susan,
Opowiadania
Od Sam d.c. Noctis'a
Prawie nie spadłam z gałęzi. On? Moim bratem? Próbowałam sobie coś przypomnieć, cokolwiek. Miałam... brata? Rodzeństwo? Tak, które wymazało mi pamięć, no fajnie. Chwyciłam się mocno gałęzi, żeby przypadkiem nie spaść z tych trzech metrów na których siedzieliśmy. W tej chwili, faktycznie, coś mi zaczęło świtać.
- Wszystko... w porządku? - zapytał Noctis wyraźnie zdziwiony, że nagle zamilkłam.
- Tsa, daj mi chwilę, chcę sobie to poukładać - odparłam zamyślona.
Ze wspomnień wynikało, że ten chłopak to tak, był mój brat. I w sumie, jakby nie patrzeć, był całkiem podobny do Noctis'a. Po chwili przypomniałam sobie, że mój jakże już realny brat miał tak samo na imię. Nie zgadzała się tylko jedna sprawa. Nazwisko.
- Hm. No więc... Zmieniałeś nazwisko? - zapytałam w końcu.
Musiałam, musiałam, musiałam wiedzieć! Popatrzyłam wyżej, na gałąź na której siedział. Po chwili milczenia tylko lekko, prawie niezauważalnie kiwnął głową. No tak. Logiczna całość. Miałam brata. Moim bratem był Noctis.
<Noctis?>
- Wszystko... w porządku? - zapytał Noctis wyraźnie zdziwiony, że nagle zamilkłam.
- Tsa, daj mi chwilę, chcę sobie to poukładać - odparłam zamyślona.
Ze wspomnień wynikało, że ten chłopak to tak, był mój brat. I w sumie, jakby nie patrzeć, był całkiem podobny do Noctis'a. Po chwili przypomniałam sobie, że mój jakże już realny brat miał tak samo na imię. Nie zgadzała się tylko jedna sprawa. Nazwisko.
- Hm. No więc... Zmieniałeś nazwisko? - zapytałam w końcu.
Musiałam, musiałam, musiałam wiedzieć! Popatrzyłam wyżej, na gałąź na której siedział. Po chwili milczenia tylko lekko, prawie niezauważalnie kiwnął głową. No tak. Logiczna całość. Miałam brata. Moim bratem był Noctis.
<Noctis?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Samantha Blow
Od Suzan d.c. Michael'a
Wstałam dzisiaj dosyć późno, moje współlokatorki już dawno poszły na śniadanie. Może byłam trochę głodna, ale postanowiłam zostać w łóżku. A zresztą, jak będę niosła zioła dla kucharza to coś mu podkradnę... W końcu wyszłam z tego łóżka (z wielkim trudem). Powtórzyłam tez same czynności co codziennie (umycie, ubranie itd.). Byłam głodna jak nigdy w życiu! Eh, zawsze miałam problem z lenistwem, w szczególności rano. Postanowiłam zmienić zdanie, musiałam coś zjeść TERAZ! Powoli wyszłam z domku i ruszyłam pędem, w stronę gdzie mieliśmy mieć śniadanie. Jakie było moje zadowolenie, gdy wreszcie uczucie głodu ustąpiło. Wracałam do domku, postanowiłam pobiec, bo wolałam tam być szybciej. W drodze jednak z kimś się zderzyłam. Poczułam, jak tracę grunt pod nogami, a następnie wilgotność gleby pod swoim ciałem.
- Uważaj troszkę. - powiedział chłopak stojący nade mną.
Wyciągnął do mnie rękę, w chęci pomocy wstania. Byłam strasznie wkurzona! Na początku z jego winy się przewróciłam, a potem myślał, że co? Nie umiem wstać? Złapałam jego silną rękę i pociągnęłam mocno w dół. Zdecydowanie się tego nie spodziewał.
- Za co? Za to, że próbowałem ci pomóc? - zapytał lekko wściekły.
- Jak się biegnie sprintem to się patrzy przed siebie. - warknęłam.
- To ty na mnie wpadłaś! - zawołał z lekkim, sarkastycznym uśmiechem.
- Wmawiaj to sobie - uśmiechnęłam się.
Pokręcił głową i powoli wstał. W następnej chwili mocno szarpnął moją rękę i po chwili już też stałam.
- Michael jestem - powiedział.
- Fajnie, i co z związku z tym? - zapytałam z ironią w głosie.
- A ty? - zadał kolejne pytanie ignorując moje.
- Eh, nie jesteś wart tej wiedzy.
Uniósł oczekująco brwi. Wiem na co czekał. Czekał na odpowiedź.
- Uh... Suzie, miło poznać - powiedziałam jak radosne dziecko (oczywiście użyłam ironii).
- Muszę już lecieć. Ale może się jeszcze spotkamy. Nietrudno cię będzie znaleźć. - zakręcił sobie między palec kosmyk moich włosów.
- Sugerujesz coś? - odepchnęłam jego rękę.
<Michael?>
- Uważaj troszkę. - powiedział chłopak stojący nade mną.
Wyciągnął do mnie rękę, w chęci pomocy wstania. Byłam strasznie wkurzona! Na początku z jego winy się przewróciłam, a potem myślał, że co? Nie umiem wstać? Złapałam jego silną rękę i pociągnęłam mocno w dół. Zdecydowanie się tego nie spodziewał.
- Za co? Za to, że próbowałem ci pomóc? - zapytał lekko wściekły.
- Jak się biegnie sprintem to się patrzy przed siebie. - warknęłam.
- To ty na mnie wpadłaś! - zawołał z lekkim, sarkastycznym uśmiechem.
- Wmawiaj to sobie - uśmiechnęłam się.
Pokręcił głową i powoli wstał. W następnej chwili mocno szarpnął moją rękę i po chwili już też stałam.
- Michael jestem - powiedział.
- Fajnie, i co z związku z tym? - zapytałam z ironią w głosie.
- A ty? - zadał kolejne pytanie ignorując moje.
- Eh, nie jesteś wart tej wiedzy.
Uniósł oczekująco brwi. Wiem na co czekał. Czekał na odpowiedź.
- Uh... Suzie, miło poznać - powiedziałam jak radosne dziecko (oczywiście użyłam ironii).
- Muszę już lecieć. Ale może się jeszcze spotkamy. Nietrudno cię będzie znaleźć. - zakręcił sobie między palec kosmyk moich włosów.
- Sugerujesz coś? - odepchnęłam jego rękę.
<Michael?>
Etykiety:
Michael&Susan,
Opowiadania,
Susan Wolf
Od Michael'a c.d. Suzan
Wstałem rano dosyć wcześnie. Miałem dużo spraw na głowie. Przede wszystkim musiałem poznać moich przyszłych "współpracowników", poznać "grafik" oraz "szefa". Wiele mnie dzisiaj czekało. Postanowiłem przebiec się gdzieś przed śniadaniem. Po drodze widziałem już kilka osób, które najwidoczniej zajmowały swoje stanowiska. I tu rodzi się pytanie - dlaczego ja narzekam? Przynajmniej mogę w spokoju zjeść śniadanie i iść na poranny jogging. Okrążyłem cały obóz i wróciłem na miejsce. Zdążyłem tak na styk na śniadanie. Nie było takie wyśmienite jak myślałem. No i proszę, znowu narzekam! Zresztą nieważne. Poszedłem do domku, zmieniłem jeszcze buty i wyruszyłem na zbiórkę. Po drodze zauważyłem, że jestem już prawie spóźniony, więc postanowiłem przyspieszyć tempa. Przyspieszyć, to znaczy pobiec sprintem. Tak też zrobiłem. W połowie drogi obejrzałem się za siebie. To był duży błąd. W następnej chwili zderzyłem się z kimś. Szybko obróciłem się do przodu.
- Uważaj trochę. - powiedziałem pomagając przewróconej dziewczynie wstać z ziemi.
<Suzan?>
- Uważaj trochę. - powiedziałem pomagając przewróconej dziewczynie wstać z ziemi.
<Suzan?>
Etykiety:
Michael Shadow,
Michael&Susan,
Opowiadania
Od Noctis'a d.c. Sam
- To nie były wizje - skrzywiłem się
- Niby co? - odpowiedziała pytaniem
- Wspomnienia
- Zwij to jak chcesz - odparła widocznie lekko urażona
Wzruszyłem ramionami.
- Co mam niby myśleć? To było dawno i wcale nie jestem pewien czy chce do tego wracać - odpowiedziałem
Rozejrzałem się w dole czy przypadkiem ktoś nie idzie, ale dalej było pusto.
- No ale jakim cudem mieliśmy te same wspomnienia, w każdym razie bardzo podobne? - zadawała kolejne pytania, a ja nie miałem żadnego argumentu by nie odpowiadać.
- Jak Ci powiem to dasz mi w końcu spokój? - zapytałem nieco rozdrażniony
- Tak - odpowiedziała widocznie zadowolona z siebie
- Na sto procent Ci nie powiem..., ale według mnie jesteśmy rodzeństwem, miałem.., znaczy się mam siostrę, która ma na imię dokładnie tak samo..., ale gdy mnie zabrali jej i rodzicom usunąłem pamięć..., taki przypadek... - powiedziałem dość obojętnie
- Co?! - wrzasnęła prawie spadając z gałęzi
- Nie krzycz... - skrzywiłem się - To co słyszałaś
< Sam? ^^>
- Niby co? - odpowiedziała pytaniem
- Wspomnienia
- Zwij to jak chcesz - odparła widocznie lekko urażona
Wzruszyłem ramionami.
- Co mam niby myśleć? To było dawno i wcale nie jestem pewien czy chce do tego wracać - odpowiedziałem
Rozejrzałem się w dole czy przypadkiem ktoś nie idzie, ale dalej było pusto.
- No ale jakim cudem mieliśmy te same wspomnienia, w każdym razie bardzo podobne? - zadawała kolejne pytania, a ja nie miałem żadnego argumentu by nie odpowiadać.
- Jak Ci powiem to dasz mi w końcu spokój? - zapytałem nieco rozdrażniony
- Tak - odpowiedziała widocznie zadowolona z siebie
- Na sto procent Ci nie powiem..., ale według mnie jesteśmy rodzeństwem, miałem.., znaczy się mam siostrę, która ma na imię dokładnie tak samo..., ale gdy mnie zabrali jej i rodzicom usunąłem pamięć..., taki przypadek... - powiedziałem dość obojętnie
- Co?! - wrzasnęła prawie spadając z gałęzi
- Nie krzycz... - skrzywiłem się - To co słyszałaś
< Sam? ^^>
poniedziałek, 21 lipca 2014
Od Sam c.d. Noctis'a
Z powodu rany postrzałowej w łydce musiałam przesiedzieć w domku całe cztery dni. Męczarnia dla człowieka, który nienawidzi się nudzić - dla mnie. Poznałam nową współlokatorkę, Julie. Całkiem miła osoba, przynajmniej nie zasypywała mnie pytaniami tak jak Suzie. Zajęło mi chyba z godzinę tłumaczenie jak do tego doszło, a i tak Suzie nie była do końca przekonana. Pierwszy dzień minął jakoś w miarę, ale w drugim i trzecim nuda wzięła górę. Nie mogłam chodzić - zalecenia lekarza. Spanie też nie wchodziło w grę, bo moim zdaniem to marnowanie czasu, szczególnie w dzień. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że już piątego dnia po wypadku będę mogła wrócić na patrol, ucieszyłam się niezmiernie, nawet mimo tego, że będę musiała siedzieć w miejscu. Tego dnia już od samiusieńkiego ranka byłam na nogach. Moja łydka już tak nie bolała, więc bez problemu dotarłam na śniadanie (nowość). Gdy już później dotarłam na ustalone miejsce Noctis właśnie przydzielał wszystkim miejsca do patrolowania i ogólnie zadania.
- No to może dzisiaj wyjątkowo posiedzimy na drzewie. - zwrócił się do mnie.
Przytaknęłam tylko i ostrożnie usadowiłam się na drzewie, które, co dziwne, było bardzo duże. Noc usiadł gałąź wyżej. Nic się w sumie nie działo dookoła, ale lepsze to niż cały dzień spędzony w łóżku z niesprawną nogą. Po godzinie milczenia postanowiłam się odezwać.
- Uhm... - odchrząknęłam - No to... Co w końcu myślisz na temat tych powtarzających się wizji? - zapytałam.
<Noctis?>
- No to może dzisiaj wyjątkowo posiedzimy na drzewie. - zwrócił się do mnie.
Przytaknęłam tylko i ostrożnie usadowiłam się na drzewie, które, co dziwne, było bardzo duże. Noc usiadł gałąź wyżej. Nic się w sumie nie działo dookoła, ale lepsze to niż cały dzień spędzony w łóżku z niesprawną nogą. Po godzinie milczenia postanowiłam się odezwać.
- Uhm... - odchrząknęłam - No to... Co w końcu myślisz na temat tych powtarzających się wizji? - zapytałam.
<Noctis?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Samantha Blow
czwartek, 10 lipca 2014
Informacja
Witam. Jak już może większa część z was się zorientowała, również jestem administratorką tego bloga. Ponieważ Noctis wyjeżdża na wakacje (miłego odpoczynku życzymy!), można przesyłać opowiadania do mnie.
Moje howrse - kasia00937
GG - 48630046
Raczej bym prosiła, abyście przesyłali na GG, ale na howrse również można. Dziękuję za uwagę!
Moje howrse - kasia00937
GG - 48630046
Raczej bym prosiła, abyście przesyłali na GG, ale na howrse również można. Dziękuję za uwagę!
~Sam
Uwaga
Blog zostaje zawieszony do 18 lipca, z powodu moich wakacji.
Opowiadania można przesyłać do drugiego administratora jednak ostrzegam, że na howrse on wchodzi rzadko i można ewentualnie na GG.
Howrse - kasia00937
Opowiadania można przesyłać do drugiego administratora jednak ostrzegam, że na howrse on wchodzi rzadko i można ewentualnie na GG.
Howrse - kasia00937
~Dziękuje za uwagę Noctis
P.S. Sam jeśli chcesz możesz podać GG, ja nie chciałem bez twojej zgody xD
środa, 9 lipca 2014
Od Sam d.c. Noctis'a
Przytaknęłam i ruszyłam powoli do domku. Jak wcześniej wspomniałam, kolacja nie była dobrym pomysłem, więc nawet nie popatrzyłam w stronę jedzenia. Miałam wrażenie, że powrót dłuży się godzinami, ale już po chwili wchodziłam do domku.
- Gdzieś ty była cały dzień? Myślałam, że patrol trwa tylko pół dnia, a nie cały. - powiedziała Susan ledwo weszłam.
Uniosłam wewnętrzną stronę dłoni do niej, dając jej do zrozumienia, że nie mam ochoty teraz rozmawiać.
- I co ci się w ogóle stało w nogę? - drążyła temat.
- Zostałam postrzelona, daj spokój. - odparłam spokojnie kładąc się na łóżku.
- Jak to postrzelo.... - nie zdążyła dokończyć, bo jakaś inna dziewczyna, której wcześniej nie widziałam jej przerwała.
- Potrzebuje teraz odpoczynku, zostaw. Pogadasz z nią jutro. - powiedziała nieznajoma.
- Julie! To ważne! - powiedziała już nieco głośniej Suzie.
- Uspokój się Suzie, pogadamy jutro, jeśli ci tak bardzo zależy. - powiedziałam
Jeszcze coś do mnie, albo do nieznajomej, którą nazwała Julie mówiła, ale już zasnęłam i nie słyszałam. Rano pozwoliłam pospać sobie trochę dłużej, zważając na to, że nie musiałam wstawać na patrol. Noga cały czas bolała. Gdy się obudziłam, usiadłam na łóżku. Suzie i tej..... Chiaski? Nieważne. W każdym bądź razie nie było już ich. Była tylko nieznajoma, Julie.
<Julie? Susan? Noctis?>
- Gdzieś ty była cały dzień? Myślałam, że patrol trwa tylko pół dnia, a nie cały. - powiedziała Susan ledwo weszłam.
Uniosłam wewnętrzną stronę dłoni do niej, dając jej do zrozumienia, że nie mam ochoty teraz rozmawiać.
- I co ci się w ogóle stało w nogę? - drążyła temat.
- Zostałam postrzelona, daj spokój. - odparłam spokojnie kładąc się na łóżku.
- Jak to postrzelo.... - nie zdążyła dokończyć, bo jakaś inna dziewczyna, której wcześniej nie widziałam jej przerwała.
- Potrzebuje teraz odpoczynku, zostaw. Pogadasz z nią jutro. - powiedziała nieznajoma.
- Julie! To ważne! - powiedziała już nieco głośniej Suzie.
- Uspokój się Suzie, pogadamy jutro, jeśli ci tak bardzo zależy. - powiedziałam
Jeszcze coś do mnie, albo do nieznajomej, którą nazwała Julie mówiła, ale już zasnęłam i nie słyszałam. Rano pozwoliłam pospać sobie trochę dłużej, zważając na to, że nie musiałam wstawać na patrol. Noga cały czas bolała. Gdy się obudziłam, usiadłam na łóżku. Suzie i tej..... Chiaski? Nieważne. W każdym bądź razie nie było już ich. Była tylko nieznajoma, Julie.
<Julie? Susan? Noctis?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Samantha Blow
Od Noctis'a d.c. Sam
- Spokojnie, odpoczniesz sobie parę dni i wrócisz, mamy nowych, damy radę, jedynie będę musiał sobie sam pobiegać, nic wielkiego - powiedziałem
Kiwnęła niepewnie głową i ruszyła do siebie. powiodłem za nią wzrokiem. Wyjątkowo zostałem na kolacji musiałem sobie jakoś zrekompensować brak śniadania, ale zaraz po tym ruszyłem do siebie by nie rozmawiać z nikim. Nie miałem na to większej ochoty. Poza tym, ja tak czy inaczej musiałem iść jutro do pracy, nie spóźnić się. Zrobić odprawę, a potem zapewne przebiec z trzy razy dookoła obozu. Zaraz poszedłem spać.
< Sam?>
Kiwnęła niepewnie głową i ruszyła do siebie. powiodłem za nią wzrokiem. Wyjątkowo zostałem na kolacji musiałem sobie jakoś zrekompensować brak śniadania, ale zaraz po tym ruszyłem do siebie by nie rozmawiać z nikim. Nie miałem na to większej ochoty. Poza tym, ja tak czy inaczej musiałem iść jutro do pracy, nie spóźnić się. Zrobić odprawę, a potem zapewne przebiec z trzy razy dookoła obozu. Zaraz poszedłem spać.
< Sam?>
Od Sam d.c. Noctis'a
Wstałam powoli, podziękowałam za opatrzenie nogi i lekko kulejąc ruszyłam za Noctis'em. Wyszłam na dwór i zauważyłam, że za chwilę kolacja. Na myśl o jedzeniu zrobiło mi się niedobrze, dosłownie. Noga bolała, ale już nie tak bardzo jak na początku. Ciągle miałam w głowie te wspomnienia, szczególnie te identyczne. Zastanawiałam się dalej co to może znaczyć.
- Dzięki.. Za pomoc. - odezwałam się do Noctis'a
- Nie ma za co. - zapewnił i kiwnął głową.
Przeciągnęłam się lekko. Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo jestem zmęczona. Nie miałam zamiaru zostawać na kolacji. Z tego co wiem Noctis też nie, zwykle unikał tego posiłku.
- Czyli jutro nie idę na patrol? - zapytałam ze smutkiem.
- Chyba sobie żartujesz. - powiedział Noctis unosząc lekko kącik ust.
Zwiesiłam lekko głowę. Jestem tu od dopiero od kilku dni i już z pomocą swojej niezdarności nie mogę wykonywać danego mi zadania.
<Noctis?>
- Dzięki.. Za pomoc. - odezwałam się do Noctis'a
- Nie ma za co. - zapewnił i kiwnął głową.
Przeciągnęłam się lekko. Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo jestem zmęczona. Nie miałam zamiaru zostawać na kolacji. Z tego co wiem Noctis też nie, zwykle unikał tego posiłku.
- Czyli jutro nie idę na patrol? - zapytałam ze smutkiem.
- Chyba sobie żartujesz. - powiedział Noctis unosząc lekko kącik ust.
Zwiesiłam lekko głowę. Jestem tu od dopiero od kilku dni i już z pomocą swojej niezdarności nie mogę wykonywać danego mi zadania.
<Noctis?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Samantha Blow
Od Noctis'a d.c. Sam
Więc, jak już wcześniej było wspomniane, ruszyliśmy wolno w kierunku domku lekarzy. Otworzyłem Sam drzwi i weszła do środka, wszedłem za nią. W gabinecie był akurat Nathan.
- Nath..., rana postrzałowa - powiedziałem siadając na parapecie
- Jasne, bo ty jak tydzień wytrzymasz bez postrzału to Ci się coś stanie - powiedział zirytowany bo dwa dni temu byłem u niego właśnie przez postrzał.
- Ale nie ja..., Sam postrzelili... - odpowiedziałem
Nathan westchnął ciężko.
- Nie nazywaj mnie Nath - mruknął tylko i zaczął oglądać ranę Sam.
Zajęło mu to dłuższą chwilę. Odkażał i bandażował. Odkażanie widocznie bolało bo Sam się skrzywiła. Po pół godzinie Nath widocznie skończył.
- Noc uważaj bardziej na ludzi w swoim otoczeniu - powiedział zostawiając Sam
- Ależ ja uważam, czy to moja wina, że nie umiem zająć się dwoma SSP na raz? - zapytałem z lekkim wyrzutem, że zwraca mi uwagę skoro nie mogłem nic zrobić
Zawahał się ale w końcu nie odpowiedział. Spojrzałem na Sam i ruszyłem do drzwi.
< Sam?>
- Nath..., rana postrzałowa - powiedziałem siadając na parapecie
- Jasne, bo ty jak tydzień wytrzymasz bez postrzału to Ci się coś stanie - powiedział zirytowany bo dwa dni temu byłem u niego właśnie przez postrzał.
- Ale nie ja..., Sam postrzelili... - odpowiedziałem
Nathan westchnął ciężko.
- Nie nazywaj mnie Nath - mruknął tylko i zaczął oglądać ranę Sam.
Zajęło mu to dłuższą chwilę. Odkażał i bandażował. Odkażanie widocznie bolało bo Sam się skrzywiła. Po pół godzinie Nath widocznie skończył.
- Noc uważaj bardziej na ludzi w swoim otoczeniu - powiedział zostawiając Sam
- Ależ ja uważam, czy to moja wina, że nie umiem zająć się dwoma SSP na raz? - zapytałem z lekkim wyrzutem, że zwraca mi uwagę skoro nie mogłem nic zrobić
Zawahał się ale w końcu nie odpowiedział. Spojrzałem na Sam i ruszyłem do drzwi.
< Sam?>
Od Sam d.c. Noctis'a
Szliśmy tak, a ja się zastanawiałam jak do tego doszło. Serce mówiło "Facet był szybszy i tyle. Daj spokój", a mózg natomiast "Zagapiłaś się, twoja wina". Tak, racja. Gapa ze mnie i obecna sytuacja to tylko i wyłącznie moja wina.
- Niezdara ze mnie. - stwierdziłam.
Już chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- I nawet nie zaprzeczaj. Gapa ze mnie, moja wina. Przepraszam. - powiedziałam dość cicho.
Pokręcił głową.
- Za co przepraszasz? - zapytał.
- Za kłopot. Teraz mógłbyś robić mnóstwo innych rzeczy. - odpowiedziałam spokojnie.
- Nie gadaj głupot. - machnął ręką.
Skrzywiłam się lekko. Każdy krok przyprawiał mnie o ból w łydce rozchodzący się praktycznie po całym ciele.
- Chyba trzeba by było wstąpić jeszcze do lekarza. - powiedział gdy już byliśmy prawie na miejscu.
Jęknęłam.
- Po co? - nie lubiłam lekarzy.
- Bo ja nim nie jestem i nie umiem stwierdzić czy wszystko z twoją nogą na pewno będzie dobrze. - skrzywił się lekko.
- Huh... Dobra. - westchnęłam.
<Noctis?>
- Niezdara ze mnie. - stwierdziłam.
Już chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- I nawet nie zaprzeczaj. Gapa ze mnie, moja wina. Przepraszam. - powiedziałam dość cicho.
Pokręcił głową.
- Za co przepraszasz? - zapytał.
- Za kłopot. Teraz mógłbyś robić mnóstwo innych rzeczy. - odpowiedziałam spokojnie.
- Nie gadaj głupot. - machnął ręką.
Skrzywiłam się lekko. Każdy krok przyprawiał mnie o ból w łydce rozchodzący się praktycznie po całym ciele.
- Chyba trzeba by było wstąpić jeszcze do lekarza. - powiedział gdy już byliśmy prawie na miejscu.
Jęknęłam.
- Po co? - nie lubiłam lekarzy.
- Bo ja nim nie jestem i nie umiem stwierdzić czy wszystko z twoją nogą na pewno będzie dobrze. - skrzywił się lekko.
- Huh... Dobra. - westchnęłam.
<Noctis?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Samantha Blow
Od Noctis'a d.c. Sam
Wzruszyłem ramionami dalej nieco nieprzytomny. Otrząsnąłem się nieco z tego stanu otępienia.
- Nie chce mi się teraz o tym myśleć - powiedziałem wyciągając bandaż i oglądając ranę na jej nodze.
Chciała coś odpowiedzieć ale zamiast tego syknęła i zacisnęła zęby.
- Przepraszam - mruknąłem dość cicho
Sprawdzałem czy nie było tam pocisku, ale rana nie była zbyt głęboka i tylko ją drasnął, pewnie leżał gdzieś w trawie. Nie zmieniało to faktu, że musiało boleć jak cholera. Wolno i dokładnie zabandażowałem jej ranę.
- Dasz radę iść sama? - zapytałem
- Nie wiem - odpowiedziała próbując się podnieść
Zaraz wstałem i jej pomogłem. Zrobiła parę kroków kulejąc.
- Dam radę - odpowiedziała na wcześniej zadane pytanie
Ruszyliśmy wolno z powrotem, mimo wszystko powinien i tak obejrzeć to lekarz.
< Sam?>
- Nie chce mi się teraz o tym myśleć - powiedziałem wyciągając bandaż i oglądając ranę na jej nodze.
Chciała coś odpowiedzieć ale zamiast tego syknęła i zacisnęła zęby.
- Przepraszam - mruknąłem dość cicho
Sprawdzałem czy nie było tam pocisku, ale rana nie była zbyt głęboka i tylko ją drasnął, pewnie leżał gdzieś w trawie. Nie zmieniało to faktu, że musiało boleć jak cholera. Wolno i dokładnie zabandażowałem jej ranę.
- Dasz radę iść sama? - zapytałem
- Nie wiem - odpowiedziała próbując się podnieść
Zaraz wstałem i jej pomogłem. Zrobiła parę kroków kulejąc.
- Dam radę - odpowiedziała na wcześniej zadane pytanie
Ruszyliśmy wolno z powrotem, mimo wszystko powinien i tak obejrzeć to lekarz.
< Sam?>
Od Sam d.c. Noctis'a
Nie mogłam uwierzyć w to, że naprawdę ten koleś mnie postrzelił. Z łydki ciekła mi krew, a ja zastanawiałam się, kiedy się wykrwawię. Moje życie takie krótkie, no szkoda. Kiedy jednak Noctis mnie dotknął w ramię zapomniałam o całym bólu. Zalała mnie fala moich wspomnień. Mój dom, rodzice, brat... Ci w mundurach z SSP. Moja ucieczka. Moment kiedy dotarłam do East River. Wszystko wróciło do mojej głowy. Wszystko o czym starałam się zapomnieć. Nagle wszystko się skończyło, ale jednak nie do końca. Byłam we wspomnieniach Noctis'a. Dwa pierwsze wspomnienia były wręcz identyczne, co mnie bardzo zdziwiło. Następne jednak były inne. Widziałam jak był z Clancy'm w obozie. Potem rozmawiali coś z naukowcami, nic nie słyszałam, ale podejrzewam, że przekonywali ich, że są normalni. Następnie wywiad, Clancy odpowiadał, Noctis stał obok i się przyglądał. Potem znowu ucieczka. Widziałam jak zakładali East River. Potem koniec, powróciliśmy do rzeczywistości, powrócił ból. Noctis usiadł obok mnie. Był tak samo wstrząśnięty. Przyszło mi teraz do głowy, że musi być pomarańczowy albo fioletowy, skoro taka sytuacja miała miejsce. Nogę miałam już praktycznie całą pobarwioną na czerwono, ale nie zwracałam na to uwagi. To w tej chwili było nieważne. Popatrzyłam na Noctis'a. Wyraźnie nad czymś gorączkowo myślał.
- Uhm.... - odchrząknęłam - Jesteś fioletowy? - przerwałam ciszę.
Jakoś ten kolor bardziej mi do niego pasował niż pomarańczowy. Cisza. Albo nie chciał się przyznać, albo po prostu nie lubił o tym rozmawiać. Nieważne, nie naciskałam.
- Noctis... Niektóre nasze wspomnienia były wręcz... identyczne... Co.. Jak myślisz, dlaczego? - w końcu odezwałam się ponownie.
<Noctis?>
- Uhm.... - odchrząknęłam - Jesteś fioletowy? - przerwałam ciszę.
Jakoś ten kolor bardziej mi do niego pasował niż pomarańczowy. Cisza. Albo nie chciał się przyznać, albo po prostu nie lubił o tym rozmawiać. Nieważne, nie naciskałam.
- Noctis... Niektóre nasze wspomnienia były wręcz... identyczne... Co.. Jak myślisz, dlaczego? - w końcu odezwałam się ponownie.
<Noctis?>
Etykiety:
Opowiadania,
Sam&Noctis&Susan&Tobias,
Samantha Blow
Od Noctis'a d.c. Sam
- No, to widzimy się jutro - powiedziałem i ruszyłem do siebie wolno.
Sam widocznie zrobiła to samo ponieważ gdy obejrzałem się na nią przez ramię już jej nie było. Wszedłem cicho do domku jednak skradanie się było niepotrzebne - wszyscy byli na kolacji. Ja z niej zrezygnowałem, jak z resztą często. Walnąłem się na łóżko niestety długo męczyłem się z zaśnięciem.
- No, dzisiaj się chyba ucieszysz. Pobiegasz ze mną - powiedziałem do niej
Kiwnęła głową.
- Teraz? - zapytała
- Ano - przytaknąłem i ruszyłem biegiem przed siebie
Usłyszałem jej kroki za mną, a po chwili zrównała ze mną bieg. Zobaczyłem kątem oka jakiś ruch, czarną postać. Zatrzymałem się gwałtownie, Sam zrobiła to samo tyle, że parę kroków dalej. Wpadł pierwszy strzał, gdyby nie to, że cofnąłem się o krok straciłbym prawdo podobnie nos. Odwróciłem się szybko w tamtym kierunku. Było ich dwóch w mundurach SSP.
- Idź z prawej - mruknąłem do niej
Kiedy skinęła głową ruszyłem biegiem w ich kierunku. Jeden już wycelował we mnie lufę karabinu RPD jednak Sam telekinezą wytrąciła mu ją z ręki. Odwrócili nagle głowy w jej kierunku. Wystarczyło mi to by doskoczyć do jednego z nich i uderzyć go zamaszyście z pięści w twarz, cofnął się o krok. Jednak nie wystarczająco ponieważ walnąłem go z łokcia brzuch, przy czym wyrwałem mu broń z dłoni i przestrzeliłem łeb. Drugi dopiero po całej akcji otrząsnął się z szoku. Niestety dość szybko bo wycelował w Sam i drasnął ją w nogę. Zdążyłem potraktować go karabinem tak samo jak jego przyjaciela. Spojrzałem na dziewczynę. Zobaczyłem, że siedzi na ziemi. Nie zdziwiło mnie to ponieważ zobaczyłem jak po jej nodze ścieka krew. Klęknąłem obok.
- Bardzo głęboka? - zapytałem spoglądając na ranę.
Sam lekko się trzęsła widocznie jeszcze nieco wstrząśnięta, że na prawdę dała się postrzelić.
- Hej..., spokojnie - powiedziałem i delikatnie dotknąłem jej ramienia.
To był jeden z większych błędów mojego życia, nigdy więcej go nie popełnię bo nie mam zamiaru tego znowu przeżywać. Nagle zalała mnie fala jej uczuć, a potem wspomnień.
Nie było by to nawet tak złe. Przyzwyczaiłem się do tego, że widzę czyjeś wspomnienia. Jednak w tej chwili zaczęły jej się ukazywać moje wspomnienia, nad czym nie miałem najmniejszej kontroli. Nie miałem o nich nawet pojęcia, a przynajmniej nie o większości. Po prostu zapadły się gdzieś bo za długo nie chciałem do nich wracać i nie miałem na to czasu.
Wszystko widziałem moimi oczami, nie jak ostatnio oczami widza. Można powiedzieć, że całe życie przeleciało mi przed oczami.
Parę wspomnień było prawie identycznych. Jak te opisane powyżej. Jednak kolejne, dalsze, od wyjazdu Thurmond były całkiem inne. Przed oczami widziałem jak pierwszy raz spotkałem Clancy'ego, jak byliśmy tam sami..., jak robili te paskudne testy... Później jak Clancy przekonywał naukowców, że jesteśmy normalni, ja tylko zawsze się przyglądałem stojąc obok. Później jak on udzielał wywiadów, ja stałem sobie jak jego cień obok, niestety co jakiś czas do mnie też wędrowały pytania. Później odkrycie przed jego ojca tego wszystkiego i znów ucieczka, a na koniec zakładanie East River..., tak dużo wspomnień na raz nieźle mną wstrząsnęło.
Po chwili wszystko zgasło, znów wróciłem do lasu, koło Sam. Osunąłem się koło niej do siadu. Dalej byłem lekko wstrząśnięty i nie byłem pewny czy na prawdę to wszystko się wydarzyło i czy na pewno Sam widziała wszystkie te wspomnienia tak wyraźnie jak ja jej.
< Sam?>
Sam widocznie zrobiła to samo ponieważ gdy obejrzałem się na nią przez ramię już jej nie było. Wszedłem cicho do domku jednak skradanie się było niepotrzebne - wszyscy byli na kolacji. Ja z niej zrezygnowałem, jak z resztą często. Walnąłem się na łóżko niestety długo męczyłem się z zaśnięciem.
- No, dzisiaj się chyba ucieszysz. Pobiegasz ze mną - powiedziałem do niej
Kiwnęła głową.
- Teraz? - zapytała
- Ano - przytaknąłem i ruszyłem biegiem przed siebie
Usłyszałem jej kroki za mną, a po chwili zrównała ze mną bieg. Zobaczyłem kątem oka jakiś ruch, czarną postać. Zatrzymałem się gwałtownie, Sam zrobiła to samo tyle, że parę kroków dalej. Wpadł pierwszy strzał, gdyby nie to, że cofnąłem się o krok straciłbym prawdo podobnie nos. Odwróciłem się szybko w tamtym kierunku. Było ich dwóch w mundurach SSP.
- Idź z prawej - mruknąłem do niej
Kiedy skinęła głową ruszyłem biegiem w ich kierunku. Jeden już wycelował we mnie lufę karabinu RPD jednak Sam telekinezą wytrąciła mu ją z ręki. Odwrócili nagle głowy w jej kierunku. Wystarczyło mi to by doskoczyć do jednego z nich i uderzyć go zamaszyście z pięści w twarz, cofnął się o krok. Jednak nie wystarczająco ponieważ walnąłem go z łokcia brzuch, przy czym wyrwałem mu broń z dłoni i przestrzeliłem łeb. Drugi dopiero po całej akcji otrząsnął się z szoku. Niestety dość szybko bo wycelował w Sam i drasnął ją w nogę. Zdążyłem potraktować go karabinem tak samo jak jego przyjaciela. Spojrzałem na dziewczynę. Zobaczyłem, że siedzi na ziemi. Nie zdziwiło mnie to ponieważ zobaczyłem jak po jej nodze ścieka krew. Klęknąłem obok.
- Bardzo głęboka? - zapytałem spoglądając na ranę.
Sam lekko się trzęsła widocznie jeszcze nieco wstrząśnięta, że na prawdę dała się postrzelić.
- Hej..., spokojnie - powiedziałem i delikatnie dotknąłem jej ramienia.
To był jeden z większych błędów mojego życia, nigdy więcej go nie popełnię bo nie mam zamiaru tego znowu przeżywać. Nagle zalała mnie fala jej uczuć, a potem wspomnień.
Najpierw ukazał się wielki, ekskluzywny dom. Czułem się jak duch przemierzając czyjeś wspomnienia. Przeniosłem się nagle do środka przenikając przez drzwi i parę ścian aż do salonu. Tam na sofie w salonie siedziało dwoje dorosłych, a przed dość dużym - jak to bywa w tego typu domach - telewizorem siedziała dwójka dzieci. Chłopak i dziewczynka. Nie była między nimi zauważalna różnica wieku, więc musiała być ona nieduża. Mężczyzna siedzący na kanapie trzymał coś w ręce i czytał. Niestety gdy spojrzałem mu przez ramię kartka była pusta.Denerwują mnie luki w wspomnieniach. Ktoś nie widział jakiegoś ważnego tekstu, tytułu książki i już nie mogłem tego zobaczyć. No ale mniejsza. W tej chwili wspomnienia przeskoczyły do innego momentu.
Scena wyglądała bardzo podobnie. Wszystkie postacie siedziały prawie identycznie, jedynie, że dziewczyna leżała na brzuchu i podpierała głowę rękami. Rozległo się pukanie do drzwi. Dorośli w tej samej chwili zerwali się z kanapy, a dzieci spojrzały na nich przez ramię ze zdziwieniem. Nie zwracając na to uwagi mężczyzna podszedł do drzwi i otworzył, od razu rozpoznałem mundury SSP, odruchowo cofnąłem się krok. Zamienili jedynie dwa zdania z dorosłymi i weszli do środka. Dzieci zaraz odwróciły się w ich kierunku. Chłopak w sekundzie był na nogach i stanął przed dziewczynką. Dorośli coś powiedzieli do dzieci ale nie mogłem nic usłyszeć więc wyglądało to jedynie jak poruszani ustami. Chłopak kiwnął głową wstał i ruszył z SSP. Dziewczynka została siedząc tak.Przelatywały mi przed oczami kolejne i kolejne. Jak uciekała z domu przed SSP, potem przez las. Jak dotarła do East River.
Nie było by to nawet tak złe. Przyzwyczaiłem się do tego, że widzę czyjeś wspomnienia. Jednak w tej chwili zaczęły jej się ukazywać moje wspomnienia, nad czym nie miałem najmniejszej kontroli. Nie miałem o nich nawet pojęcia, a przynajmniej nie o większości. Po prostu zapadły się gdzieś bo za długo nie chciałem do nich wracać i nie miałem na to czasu.
Wszystko widziałem moimi oczami, nie jak ostatnio oczami widza. Można powiedzieć, że całe życie przeleciało mi przed oczami.
Parę wspomnień było prawie identycznych. Jak te opisane powyżej. Jednak kolejne, dalsze, od wyjazdu Thurmond były całkiem inne. Przed oczami widziałem jak pierwszy raz spotkałem Clancy'ego, jak byliśmy tam sami..., jak robili te paskudne testy... Później jak Clancy przekonywał naukowców, że jesteśmy normalni, ja tylko zawsze się przyglądałem stojąc obok. Później jak on udzielał wywiadów, ja stałem sobie jak jego cień obok, niestety co jakiś czas do mnie też wędrowały pytania. Później odkrycie przed jego ojca tego wszystkiego i znów ucieczka, a na koniec zakładanie East River..., tak dużo wspomnień na raz nieźle mną wstrząsnęło.
Po chwili wszystko zgasło, znów wróciłem do lasu, koło Sam. Osunąłem się koło niej do siadu. Dalej byłem lekko wstrząśnięty i nie byłem pewny czy na prawdę to wszystko się wydarzyło i czy na pewno Sam widziała wszystkie te wspomnienia tak wyraźnie jak ja jej.
< Sam?>
wtorek, 8 lipca 2014
Od Sam d.c. Noctis'a
Skrzywiłam się lekko patrząc na bandaż.
- No... tyle, że wcale tego bandaża nie potrzebuję. To nic szczególnego - powiedziałam z naciskiem na słowo "nic".
Uniósł brwi.
- Jakoś mi się nie wydaje. - mruknął.
- Zmyłabym krew i po krzyku. - dodałam.
- Taa, ale wcześniej Uciekinier zdążyłby cię zobaczyć i miałabyś piekło na ziemi. - powiedział z niesmakiem.
Przewróciłam lekko oczami. Z jednej strony tego nie rozumiem. Uciekinier jest niby taki ważny, każdy musi go słuchać, a jak coś pójdzie nie po jego myśli to od razu wielka tragedia. Z drugiej jednak strony, okey, przywódca, dobra. Ale czy wszyscy muszą być mu tak bardzo posłuszni? Zero wolności. Noctis skończył bandażować mi rękę, a ja zauważyłam, że dalej trzymam gumkę recepturkę w ręce. Szybkim ruchem schowałam ją do kieszeni.
<Noctis?>
- No... tyle, że wcale tego bandaża nie potrzebuję. To nic szczególnego - powiedziałam z naciskiem na słowo "nic".
Uniósł brwi.
- Jakoś mi się nie wydaje. - mruknął.
- Zmyłabym krew i po krzyku. - dodałam.
- Taa, ale wcześniej Uciekinier zdążyłby cię zobaczyć i miałabyś piekło na ziemi. - powiedział z niesmakiem.
Przewróciłam lekko oczami. Z jednej strony tego nie rozumiem. Uciekinier jest niby taki ważny, każdy musi go słuchać, a jak coś pójdzie nie po jego myśli to od razu wielka tragedia. Z drugiej jednak strony, okey, przywódca, dobra. Ale czy wszyscy muszą być mu tak bardzo posłuszni? Zero wolności. Noctis skończył bandażować mi rękę, a ja zauważyłam, że dalej trzymam gumkę recepturkę w ręce. Szybkim ruchem schowałam ją do kieszeni.
<Noctis?>
niedziela, 6 lipca 2014
Od Noctis'a d.c. Sam
Zmierzyłem ją szybko wzrokiem.
- Co tam chowasz? - zapytałem dość podejrzliwie
- Nic takiego - odpowiedziała spokojnie lecz chwilę zwlekała z odpowiedzią.
- Czyżby? - ruszyłem w jej kierunku jednak ona z każdym moim krokiem w jej stronę robiła krok w tył.
Na szczęście - a może wręcz przeciwnie - jestem dość uparty więc szliśmy tak aż nie dobiła plecami do drzewa.
- Pokaż - powiedziałem patrząc jej w oczy
Westchnęła cicho i pokazała rękę.
- Jesteś strasznie uparty - mruknęła
- Ta..., nie słyszę tego pierwszy raz - odpowiedziałem
Spojrzałem na jej rękę całą we krwi.
- Co Ci się stało? - zdziwiłem się lekko bo tego widoku się nie spodziewałem
- Nic takiego... - odpowiedziała
Skrzywiłem się i wyciągnąłem bandaż.
- Więc lepiej na siebie bardziej uważaj Uciekinier ciągle marudzi, że kończą nam się leki - bąknąłem zawiązując jej go na ręce - Ale on już tak ma...
< Sam?>
- Co tam chowasz? - zapytałem dość podejrzliwie
- Nic takiego - odpowiedziała spokojnie lecz chwilę zwlekała z odpowiedzią.
- Czyżby? - ruszyłem w jej kierunku jednak ona z każdym moim krokiem w jej stronę robiła krok w tył.
Na szczęście - a może wręcz przeciwnie - jestem dość uparty więc szliśmy tak aż nie dobiła plecami do drzewa.
- Pokaż - powiedziałem patrząc jej w oczy
Westchnęła cicho i pokazała rękę.
- Jesteś strasznie uparty - mruknęła
- Ta..., nie słyszę tego pierwszy raz - odpowiedziałem
Spojrzałem na jej rękę całą we krwi.
- Co Ci się stało? - zdziwiłem się lekko bo tego widoku się nie spodziewałem
- Nic takiego... - odpowiedziała
Skrzywiłem się i wyciągnąłem bandaż.
- Więc lepiej na siebie bardziej uważaj Uciekinier ciągle marudzi, że kończą nam się leki - bąknąłem zawiązując jej go na ręce - Ale on już tak ma...
< Sam?>
Od Sam d.c. Noctis'a
Kiwnęłam głową i weszłam szybko na drzewo. No tak, o wiele bardziej wolałabym biegać, ale w sumie nie będę narzekać, bo niby po co? Było dość ciepło jak na maj. Usadowiłam się wygodnie i zaczęłam rozglądać się po terenie. Na zeszłym patrolu nie zauważyłam jak wiele można stąd zobaczyć. Z jednej strony widać dokładnie cały obóz, a z drugiej daleko rozciągający się las. Po 40 minutach siedzenia usłyszałam pod sobą dwoje rozmawiających ludzi. Chłopak i dziewczyna, szli i rozmawiali. Rozglądali się na wszystkie strony, śmiali się, żartowali. Nawet mnie nie zauważyli, zabawne. Dostrzegłam dobre strony siedzenia tutaj, nie muszę rozmawiać z irytującymi ludźmi, ani się z nimi mijać, ani znosić ich spojrzenia. Nawet fajnie. Ale po 3 godzinach siedzenia już zaczęło mi się nudzić. Wpadłam jednak na błyskotliwy pomysł. Wyciągnęłam sobie gumkę recepturkę z kieszeni i założyłam na rękę. Dla zabicia czasu zaczęłam sobie strzelać gumką po nadgarstku lewej ręki. Taka sobie zabawa. Dzięki temu cała moja zmiana minęła o wiele szybciej. Schodząc z drzewa nie zauważyłam nawet, że już może od godziny nadgarstek krwawi. Nie przejęłam się tym zbytnio i ruszyłam w stronę swojego domku. Po drodze zauważyłam idącego w moją stronę Noctis'a. Odruchowo schowałam rękę i uśmiechnęłam się do niego nieznacznie.
<Noctis?>
<Noctis?>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)