sobota, 30 sierpnia 2014

Od Noctis'a d.c. Tobias'a

Ruszyłem wolno na swoje stanowisko. Tym, że posiedzę sobie parę godzin wcale się nie przejąłem. Bardziej martwił mnie fakt, że Sam została sama z tym psychopatą, a ja w najlepszym razie zobaczę ich przez sekundę lub dwie. W NAJLEPSZYM RAZIE. Moje miejsce i Lee były najdalej ze wszystkich więc gdy tylko zaczęliśmy iść sami odezwał się.
- Jak Cię do tego zmusił? - zapytał 
- O czym ty mówisz? - spojrzałem na niego
- Wiem dobrze, że ani Clancy ani ty z własnej woli być nie delegował, więc jak nasz nowy dowódca Cię do tego zmusił? A może to znowu sprawka tego debilnego czerwonego tropiciela? - powtórzył precyzyjnie
Rozejrzałem się czy aby na pewno jesteśmy sami, nigdy nie wiadomo, które z drzew dostanie uszu. 
- Pomarańczowy, już próbował raz utopić Sam... - powiedziałem tak cicho, że nawet Lee z trudem usłyszał
- A ty jak zawsze zostałeś przy twierdzeniu, że jesteś tylko zielonym i dałeś mu spokój tak? - odpowiedziałem widocznie lekko zirytowany
Wsadziłem ręce do kieszeni, nie odpowiedziałem, jednak nie musiałem w tym wypadku.
- No i zabronił mi komukolwiek mówić, więc lepiej nie mieszaj się w nie swoje sprawy ok? - powiedziałem zerkając przez ramię
- Jasne - wręcz warknął - A czemu Sean ma na tym cierpieć, że ty nie umiesz obronić własnej siostry?
- Już wiesz? - spojrzałem na niego i uniosłem brew
- Wiesz, po tym jak się Mark nadął jak paw, że mu przywrócili fuchę to praktycznie wszyscy w obozie to zauważyli - odburknął
- A ty dalej swoje... - zauważyłem
- Co? - odpowiedziałem zdziwiony
- Dalej to miejsce nazywasz obozem, jakbyś tu tylko przyjechał na wakacje - odpowiedziałem
- A jak mam to nazywać? Domem? Jak inne dzieciaki? - zapytał
- Nie, dla mnie to jest zwykłe więzienie - mruknąłem
Lee zatrzymał się przy swoim posterunku nic nie mówiąc. Także się już nie odzywałem, nie przystanąłem, ani nawet się na niego nie obejrzałem przez ramię. Po kolejnych kilkuset metrach zatrzymałem się i krytycznie spojrzałem na miejsce gdzie miałem spędzić kolejne kilka godzin. Nie ociągając się jednak wspiąłem się i siadłem - albo raczej wręcz położyłem się - na jednej dość wysokiej gałęzi, skąd widziałem dość dużo. To co innych jednak męczyło - monotonia i chęć snu - u mnie praktycznie nie istniała. Nawet jeśli nic się nie działo nie mogłem obejść się bez snucia ponurych myśli na temat Sam i tego psychopaty.

< To jak? Sam/Psychopato? xD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz